[HISTORIA] To był ligowy maraton GKS Bełchatów. 20 lat temu zagrał blisko 50 ligowych kolejek

2020-06-02 09:00:00

[HISTORIA] To był ligowy maraton GKS Bełchatów. 20 lat temu zagrał blisko 50 ligowych kolejek

20 lat mija jak zespół GKS Bełchatów uczestniczył w prawdziwym ligowym maratonie. Aż 46 kolejek przyszło rozegrać drużynom II ligi w sezonie 1999/00. Lider zakończył rozgrywki mając na koncie ponad 100 punktów, choć bełchatowianom do tej magicznej liczby też niewiele zabrakło. Niestety zabrakło też awansu klasę wyżej.

Przed sezonem 1999/00 przez długi czas na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce rywalizowano w dwóch grupach. Władze Polskiego Związku Piłki Nożnej postanowiły jednak coś zmienić i w 1999 r. połączono obydwie grupy w jedną, 24-zespołową ligę. Rozegranie aż 46 kolejek nieprzerwanie jest rekordem w polskim futbolu. Jeszcze w połowie czerwca GKS Bełchatów uczestniczył po raz drugi w historii klubu w finale Pucharu Polski. Na stadion w Poznaniu wybrało się zaledwie 2 tysiące kibiców, którzy byli świadkami zwycięstwa Amiki Wronki. Bełchatowianie ponownie przegrali bój o to krajowe trofeum 0:1 i w złych humorach rozpoczęli krótką, bo zaledwie miesięczną przerwę między sezonami. W jej trakcie zrewanżowali się piłkarzom z Wronek w meczu kontrolnym, wygrywając go aż 4:2. Był to również pierwszy mecz pod wodzą nowego trenera, Krzysztofa Wolaka.

Przed nowym sezonem klub z ul. Sportowej opuścili najlepszy strzelec, autor sześciu bramek w poprzednim sezonie, Jacek Krzynówek (FC Nuernberg), kapitan Jarosław Krupski (Petro Płock) oraz Maciej Bykowski (Stomil Olsztyn), Jarosław Chwiałkowski, Andriej Danajew (powrót na Ukrainę), Bartosz Hinc (Widzew Łódź), Marek Jakóbczak (Śląsk Wrocław), Andrzej Kretek i Piotr Przerywacz (Zagłębie Lubin). Za to do Bełchatowa trafili Sebastian Łukiewicz (Hetman Zamość), Artur Lamch (RKS Radomsko), Paweł Pranagal (Hetman Zamość) i Krzysztof Kukulski (RKS Radomsko).

Inauguracja sezonu wypadła jednak kiepsko, ponieważ GKS jako spadkowicz z Ekstraklasy zaledwie zremisował bezbramkowo wyjazdowy mecz z Włókniarzem Kietrz. O wiele lepiej za to wypadła początek sezonu w Bełchatowie, gdzie gospodarze pokonali 3:1 Polar Wrocław. Tego dnia dwie bramki zdobył Dariusz Patalan, który niestety w następnej serii gier wspólnie z Grzegorzem Rasiakiem nie potrafił znaleźć sposobu na golkipera Grunwaldu Ruda Śląska. W piątej kolejce "Brunatni" urządzili sobie festiwal strzelecki gromiąc w Kielcach tamtejszą Koronę aż 5:0! Dwukrotnie do siatki gospodarzy trafili Paweł Pranagal i Dariusz Rzeźniczek, który przy drugiej bramce popisał się idealnym strzałem zza pola karnego. Tego dnia Korona przegrała najwyżej w swojej dotychczasowej historii. Tydzień później w derbach regionu górnicy okazali się lepsi od Ceramiki Opoczno. Jedyną bramkę w meczu zdobył w 20. minucie Grzegorz Rasiak i mógł ją świętować w obecności zaledwie tysiąca fanów.

Po tych dwóch zwycięstwach gracze trenera Wolaka zwyciężyli także w czterech następnych meczach. Okazali się lepsi od Rakowa Częstochowa (2:0, dwie bramki Krzysztofa Kukulskiego), Hutnika Kraków (2:0), Świtu Nowy Dwór Maz. (2:0) i Lechii Gdańsk (3:1). Tak dobra postawa sprawiła, że GKS przesunął się na pozycję wicelidera, depcząc po piętach Śląskowi Wrocław. Na wszystkich spojrzał z góry po zwycięstwie 2:0 z Górnikiem Łęczna w 12. kolejce. Wtedy też bilans górniczej drużyny był imponujący: 28 punktów (8 zwycięstw, 4 remisy) i bramki 21-3. Hit rundy wiosennej został rozegrany w 14. kolejce (22 września 1999 r.) w Bełchatowie. Niestety spotkanie ze Śląskiem nie przyciągnęło na stadion dużej liczby fanów (zaledwie dwa tysiące), ale za to jak wylicza "Gazeta Wyborcza" na trybunach można było dostrzec np. ministra sportu Jacka Dębskiego, trenera Oresta Lenczyka (prowadził wtedy Widzew) oraz byłych zawodników GKS m.in. Roberta Górskiego i Krupskiego. Jedyny gol padł w 60. minucie. Piłka wtedy spadła pod nogi Pawła Pranagala, który okręcił się z nią i płaskim strzałem pokonał wrocławskiego bramkarza.

Po 16. kolejce i pokonaniu KP Konin 3:0 podopieczni Krzysztofa Wolaka w dalszym ciągu byli liderem. Pierwszą porażkę GKS zanotował w 18. serii gier, gdy przegrał dość niespodziewanie z RKS Radomsko (0:1). Bardzo dobrze spisywała się górnicza defensywa, która w 43. minucie została osłabiona zejściem z boiska Marka Nowickiego (czerwona kartka). Jedyny gol meczu padł w 90. minucie. Z rzutu karnego Aleksandra Ptaka pokonał Brytan. W relacjach pomeczowych czytamy, że po końcowym gwizdku sędziego Andrzeja Kozłowskiego z Poznania, zaczęła się szarpanina między piłkarzami. Arbiter za to został doprowadzony do szatni pod eskortą ochrony, po tym jak wcześniej gonił go trener Wolak. Ta wpadka oraz dobra forma do końca rundy sprawiła, że w przerwie zimowej GKS współdzielił miejsce na szczycie z Górnikiem Łęczna. Obie jedenastki miały na swym koncie 52 punkty.

Na początek rundy wiosennej w hicie kolejki Bełchatów pokonał w śnieżny i wietrzy dzień Włókniarza Kietrz 3:0. Tydzień później we Wrocławiu „Brunatni” zremisowali 1:1 z Polarem, choć od początku zanosiło się na pogrom gospodarzy. W 12. minucie trafił Kukulski, ale kwadrans później sędzia nakazał przerwanie meczu z powodu oberwania chmury. Grę wznowiono po dziesięciu minutach, które jednak chyba źle wpłynęły na GKS. Gospodarze wyrównali i taki wynik utrzymał się już do końca. Nie zmienił go nawet rzut karny, którego nie wykorzystał Jacek Berensztajn. Niestety również podziałem punktów zakończył się mecz w Tarnobrzegu z Siarką. Zespół będący w strefie spadkowej postraszył GKS i urwał mu kolejne punkty. Jednak na pozycję lidera po piłkarze ze Sportowej wrócili po 28. kolejce i pokonaniu 4:1 Korony. Pół tysiąca fanów oklaskiwało cieszących się z bramek Berensztajna, Patalana, Kukulskiego i Kaczmarka. - To dziennikarze robią niepotrzebną tragedię z naszej wiosennej gry. Tymczasem Górnik i Śląsk przegrywają, a nas krytykuje się za remisy na wyjazdach. Nikt nie pamięta, że dotychczas ponieśliśmy w lidze tylko jedną porażkę, a w tabeli jesteśmy na pierwszym miejscu - mówił po tym meczu na łamach „Gazety Wyborczej” Dariusz Patalan. - Na razie jesteśmy pierwsi w tabeli, ale przewaga nad najgroźniejszymi rywalami jest niewielka, że dwa słabsze mecze mogą zmienić kolejność na szczycie. Najważniejsze, to nie przegrać na wyjazdach z tymi rywalami - dodał.

Niestety tylko cztery dni piłkarze GKS cieszyli się z powrotu na szczyt, ponieważ osunął się z niego po porażce z Ceramiką Opoczno. Po 34. kolejce i pokonaniu Hetmana Zamość (1:0) bełchatowianie zajmowali trzecią lokatę (73 pkt.), tracąc do Łęcznej i GKS Katowice zaledwie punkt. Jednak w tym momencie zasługiwał też na uwagę fakt, że mieli oni rozegrany jeden mecz mniej a dodatkowo aż dziesięciokrotnie remisowali swoje spotkania. Należy też żałować fatalnej serii, która miała miejsce na przełomie kwietnia i maja 2000 r. GKS przegrał wtedy trzy kolejne mecze: z Górnikiem 0:1, z Odrą Opole 0:2 i Śląskiem Wrocław 2:3. - Wszystko biorę na siebie. No, ale czy to ja jestem winien, że Berensztajn nie strzelił karnego? Czy to moja wina, że Kościelniak faulował pod bramką przeciwnika [obejrzał za to drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę - przyp. red.]? Chłopaki naprawdę chcą awansować, ale czegoś nam brakuje - mówił po porażce z Odrą, cytowany przez „Wyborczą” trener Wolak. Po tym meczu został odwołany, a we Wrocławiu zastąpił go Ryszard Polak (jak się okazało, tylko na jeden mecz). Nic to nie zmieniło, w wyniku czego bełchatowianie mieli już 9 pkt. straty do Katowic i 6 pkt. do Śląska.

Ostatecznie w rolę trenera-strażaka na dziewięć kolejek przed końcem rozgrywek wcielił się Jan Złomańczuk. Na „dzień dobry” wygrał cztery kolejne mecze, by zremisować z walczącym o utrzymanie KS Myszków 1:1, tracąc gola z rzutu karnego w 88. minucie. Przed meczem z myszkowianami prezes Zdzisław Drobniewski miał zapowiedzieć, że jeśli jego zawodnicy nie wygrają, to „będą dostawać tak mało pieniędzy, że wystarczy im tylko na kupno frytek”. Za to tydzień później w Policach (tam swoje ostatnie mecze sezonu rozgrywała Odra Szczecin) górnicy przez godzinę grali z przewagą jednego zawodnika, a mimo to nie potrafili zdobyć choćby jednej bramki w meczu z drużyną, która ostatecznie pożegnała się z II ligą. Nie pomógł w tym nawet rzut karny w ostatniej minucie gry, którego przestrzelił Marek Nowicki. Na meczu z innym spadkowiczem - Jeziorakiem Iława, który był ostatnim na stadionie GKS w tym sezonie, zjawiło się zaledwie 300 kibiców. Po tej kolejce było już pewne, że awans do Ekstraklasy zapewniły sobie Śląsk Wrocław (103 pkt.) i GKS Katowice (102 pkt.). Właśnie w Katowicach bełchatowianie kończyli sezon, gdzie też bezbramkowo zremisowali, nie psując świątecznego klimatu.

Po rundzie jesiennej przewaga GKS nad trzecim Śląskiem wynosiła sześć punktów. Imponowała również gra defensywna, ponieważ bełchatowianie stracili tylko 8 bramek. Ogólnie w całym sezonie mieli najlepszą defensywę (22 gole), tracąc średnio na mecz zaledwie 0,48 gola. Finalnie sezon 1999/00 GKS zakończył na czwartym miejscu, zdobywając w 46. meczach 95 punktów (27 zwycięstw, 14 remisów, 5 porażek), z czego aż 57 „oczek” wywalczył będąc w roli gospodarza (19 zwycięstw, 3 remisy, 1 porażka). Fatum były mecze wyjazdowe, gdzie remisował aż 11 razy. Barwy górniczej ekipy reprezentowało 26 piłkarzy, z czego we wszystkich spotkaniach wystąpił jedynie Patalan, który zdobył także 17 goli. Ponad 40 gier zapisali na swym koncie również Aleksander Ptak, Piotr Szarpak i Paweł Pranagal.

Tekst ukazał się w Dwutygodniku Regionalnym "Fakty. Informacje. Komentarze"

Fot. Archiwum redakcji "Fakty. Informacje. Komentarze"

Artykuł dodał: Redakcja

 

<< powrót do wszystkich aktualności

social icon social icon social icon social icon
Projektowanie stron internetowych Master-NET | Polityka prywatności | 1166603 odwiedzin