#dzikisprawdzian zelowskich biegaczy

2020-06-01 20:00:28

#dzikisprawdzian zelowskich biegaczy

Ostatnie miesiące to dość smutny czas dla sportowców. Odwoływane bądź przekładane imprezy sportowe, trudności z odbyciem normalnego treningu czy też wręcz nakaz spędzania czasu w domu. Te ograniczenia dotykają również środowisko biegowe, które obecnie nie ma okazji sprawdzenia się w biegu masowym i choćby z tego powodu powstają takie inicjatywy jak #dzikisprawdzian oraz #TreningNaMedal.

O pomyśle Miejskiego Centrum Sportu w Bełchatowie już pisaliśmy. Jednostka miejska z powodu sytuacji epidemiologicznej w kraju była zmuszona odwołać dwa biegi wchodzące w skład Triady Bełchatowskiej - „Piątka przez las” na 5 km i „Bełchatowski Bieg Nocny” na 10 km. Zrodził się zatem pomysł #TreninguNaMedal, który wymagał od uczestnika przebiegnięciu dystansu przewidzianego dla biegu, udokumentowania tego przy pomocy aplikacji w telefonie lub innego urządzenia do pomiaru dystansu, następnie udostępnienia publicznie w postaci posta na Facebooku zdjęcia oraz zrzutu ekranu z wynikiem biegu w nim Miejskie Centrum Sportu oraz dodając hasztag #TreningNaMedal. Po spełnieniu tych warunków można było już odebrać pamiątkowy medal, których wydano ponad 200. Co warte podkreślenia, w wyzwaniu uczestniczyli również amatorzy lub całe rodziny, dla których odebranie medalu było dużą radością.

Brak masowych biegów i nieustannie odwoływane kolejne imprezy sprawiły, że swój #dzikisprawdzian wcielili w życie dwaj biegacze z Zelowa, którzy w ten sposób chcieli poczuć choć przez chwilę adrenalinę związaną ze wzajemną rywalizacją. Mateusz Krajda i Krzysztof Papuga postanowili zmierzyć się na dystansie 10 km. Trasa została wcześniej sprawdzona przy użyciu specjalistycznego sprzętu, po czym zostało już tylko odpowiednio się przygotować. - Niestety obecna sytuacja sprawiła, że nie ma gdzie sprawdzić swojej formy, więc postanowiliśmy urządzić sobie mini sprawdzian - uśmiecha się Mateusz. - Dużo trenujemy razem, ale poprzez obostrzenia musieliśmy wychodzić na treningi samotnie. Wiadomo, że stan treningu fajnie jest sprawdzić uczestnictwem w zawodach, których niestety nie ma. Osobiście robiłem sobie sprawdzian na 5 km i wtedy Mateusz zaproponował wspólną „dychę”. Nasze treningi pokazywały dość wysoką formę więc i fajną przyjacielską rywalizację. Mówią na nas „dziki”, stąd mój pomysł na hasztag #dzikisprawdzian łączący naszą dzikość w treningu i zakaz organizacji biegów, czyli robimy to na dziko... - wyjaśnia Krzysztof, który co ciekawe, jest starszy od swojego kolegi o 11 lat.

Obserwując ich konta na Instagramie można było zauważyć, że sumiennie przygotowywali się do dnia biegu. - Sprawdzian miałem zaplanowany już 5 tygodni wcześniej. Początkowo miałem go zrobić sam, później zaproponowałem w nim udział Krzyśkowi, który chętnie się zgodził i wtedy zaczęła się tworzyć otoczka wokół tego dnia. Chcieliśmy, aby to nie był zwykły mocny trening, ale coś więcej - opowiada Krajda. - Z czasem zaczęliśmy żartować o relacji na żywo z biegu, a żarty przerodziły się w rzeczywistość i z pomocą mojej siostry udało się to zrobić na moim profilu. Im bliżej dnia biegu, też częściej wspominaliśmy na naszych kontach w mediach społecznościowych o tym sprawdzianie, co przykuło uwagę naszych znajomych. Dzwonili i pytali, kiedy dokładnie zaczynamy. Skończyło się na tym, że blisko 10 osób towarzyszyło nam na rowerach, a kolejnych kilka osób czekało na mecie - dodaje. A jak #dzikisprawdzian wypadł od strony sportowej? Mateusz przebiegł dystans w czasie 36:21 a Krzysztof 40:00. - W drugiej części biegu mocno przeszkadzał nam wiatr. Można powiedzieć, że na ten moment jestem zadowolony, bo mimo całej tej otoczki to jednak nie były zawody - tłumaczy młodszy biegacz. - Niestety bieg mi nie wyszedł. Mieliśmy inne plany na ten dystans, ale wystartowaliśmy dość mocno, bo pierwszy km pobiegliśmy w czasie 3:31. Nawet nie sprawdzałem zegarka, usłyszałem tylko: "Za szybko" i już wtedy wiedziałem, że będzie ciężko.

Kolejne dwa kilometry były już zgodnie z założeniami (3:47), lecz w tym momencie pojawiła się kolka, więc musiałem zwolnić, bo ból nie pozwalał mi trzymać tempa a organizm kazał zrezygnować. W tej sytuacji najbardziej jestem zadowolony z tego, że głowa walczyła do końca pomimo bólu, ogromnego wiatru i faktu, że zakładanego wyniku już nie zrobię. Chciałem powalczyć o złamanie minimum 37 minut. Mateusz poleciał pierwsza klasa, za co mam sportowy szacunek. Mówiąc krótko, to niestety nie był mój dzień, bo 40 minut to mogę zrobić niemal na każdym treningu. Pech chciał, że w tym dniu to się nie udało, ale takie to właśnie jest nasze bieganie… - relacjonuje Krzysztof, który z żalem przyznaje, że ostatni raz w zawodach uczestniczył w marcu, kiedy to wspólnie rywalizowali w dwunastogodzinnym podziemnym biegu sztafetowym biegu w Kopalni Soli w Bochni.

- Zajęliśmy tam pechowe czwarte miejsce. To miał być nasz rok, obaj się wzajemnie nakręcamy i śrubujemy treningi i ich wyniki. To trudny okres wytrzymać tyle w samym treningu, bez startów w zawodach, ale ja nie zamierzam rezygnować, bo formy się nie zrobi w dwa tygodnie, a nikt tak naprawdę nie wie, kiedy zostaną zniesione obostrzenia i pozwolą nam wystartować. W tej sytuacji trzeba być przygotowanym cały czas. Choć naprawdę nie jest łatwo, to myślę, że dobrze nam to wychodzi - mówi z radością 39-latek. Swój plan treningowy nieustannie realizuje również Mateusz, który ostatnie trzy miesiące spędził w dużej mierze w lesie, który ma 50 metrów od domu. Jak wspomina, biega od blisko siedmiu lat i początki nie należały do najłatwiejszych. - Pierwsze trzy lata wyglądały tak, że po pół roku biegania, następne pół nie miałem butów biegowych na nogach. Jednak ostatnie trzy lata wyglądają u mnie już bardzo dobrze. Co do planów treningowych to tworzę je samodzielnie. Lubię to. Dzięki temu mogę czasami na sobie poeksperymentować, sprawdzić co na mnie działa lepiej, a co gorzej. Układam też plany kilku osobom i przynosi to fajne rezultaty - tłumaczy.

Krzysztof za to swoją przygodę z bieganiem rozpoczął w styczniu ubiegłego roku. - Zacząłem biegać by rozładować ogromny stres spowodowany sprawami rodzinnymi. I tak oto stało się to moją pasją. Dokładając do tego fakt, że od dziecka grałem w piłkę w miejscowym klubie, to ruch nie był dla mnie czymś nowym. Pierwsze pół roku, biegałem samotnie. Po prostu wychodziłem i biegłem przed siebie. Potem poznałem Mateusza i innych biegaczy z klubu Bieging Team Zelów. I to właśnie Mateusz z racji swojego dłuższego stażu trochę mi pomagał, rozpisywał trening, podpowiadał. Między innymi przygotował mnie do pierwszego maratonu w październiku 2019 r. Celowaliśmy wtedy w okolice 03:10:00, pobiegłem w debiucie 03:13:44 s. W dalszym ciągu poniekąd to robi, lecz po półtora roku mojego biegania staram się sam ten trening jakoś zaplanować, ale zdanie Mateusza zawsze biorę pod uwagę - opowiada „Paputek”. - Obserwuję wielu biegaczy amatorów i korzystam z ich doświadczenia. Każdy biega z jakiegoś powodu. Jedni by coś odreagować, inni dla zabawy a jeszcze inni dla medali. Biegać można również po to by poprawiać swoje wyniki. Nieważne jaki masz powód, ile masz lat, każda forma aktywności jest dobra i korzystna dla zdrowia. Nie trzeba od razu startować i wygrywać w zawodach. Samo wyjście na trening sprawia, że czujesz się dużo lepiej. Ja nie wyobrażam sobie tygodnia bez aktywności biegowej. Zachęcam do tego wszystkich i z całego serca polecam - dopowiada.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Dwa tygodnie temu #dzikisprawdzian na 10km zakończyłem wynikiem 40’00" dziś wyszło 37’44"???? Ta sama trasa, niemal te same warunki ????, a jakże inny bieg... Co to znaczy dyspozycja dnia. ?? Założenia były takie by pobiec go równo w granicach 3’50"/km co udało się wykonać w 100% bo średni czas kilometra to 3’46". Wynik ten jest nieoficjalną zyciówką poprawioną o 1’00" więc jak na trening, w który nie włożyłem maksimum możliwości jestem mega zadowolony. Znaczy to, że praca którą wykonuje niemal każdego dnia, nie idzie w las. ???? ?? Tydzień zamykam na 72km, miesiąc na 282km do tego nieoficjalna zyciówka na 10km ???????? ?? ?? ?? #zelow #paputek_81 #sport #laufen #sila #bieganie #biegacz #pobiegane #trailrunning #trial #pasja #motywacja #cel #trening #polishboy #natura #10km #nature #runningcommunity #runners #trainingday #trainingrun #runlife #biegambolubie #biegamsam #runnersworld #runismylife #happyrunners #garminfenix5,

Post udostępniony przez ???????????????????????????? (@paputek_81)Maj 31, 2020 o 9:49 PDT

Jego zdanie podziela „Krajdzik”. - Wszystkich zachęcam do uprawiania tego sportu. Początki mogą być trudne, ale jest też największy progres, dlatego warto „przetrwać”. Jest to sport indywidualny, możemy wyjść na trening, kiedy tylko mamy czas, nie jesteśmy zależni od innych. To spora zaleta, szczególnie dla tych najbardziej zapracowanych. Jedyne czego potrzebujemy to butów, ale niech one będą odpowiednie, aby nasza przygoda z bieganiem szybko nie skończyła się na jakimś urazie - przestrzega Mateusz. - Słyszę dużo ciepłych słów, słów podziwu, że mi się chce. I jeżeli swoim uporem i motywacją mógłbym kogoś skłonić do takiej formy aktywności to będzie najmilszym ukoronowaniem tego co robię. Jeżeli ktoś chce zacząć to zapraszam, z chęcią znajdę czas na wspólny trening - kończy Krzysztof.

Tekst ukazał się w Dwutygodniku Regionalnym "Fakty. Informacje. Komentarze"

fot. Archwium prywatne

Artykuł dodał: Redakcja

 

<< powrót do wszystkich aktualności

social icon social icon social icon social icon
Projektowanie stron internetowych Master-NET | Polityka prywatności | 1166591 odwiedzin