- Nie ukrywam, że liczyłem na złoto, ponieważ wiedziałem, że stać mnie na to - mówi w rozmowie z BELsport.pl Tomasz Jończyk, świeżo upieczony mistrz Europy w karate tradycyjnym ITKF.
W ubiegłym tygodniu bełchatowianin Tomasz Jończyk zdobył złoty medal mistrzostw Europy w karate tradycyjnym federacji ITKF, które odbyły się w Jerozolimie. Laureat plebiscytu na Najlepszego Sportowca Powiatu Bełchatowskiego 2010 roku (więcej TUTAJ) startował w konkurencji en-bu par mieszanych, razem z Marią Deptą z United Gym Aleksandrów Łódzki.
Tomasz Jończyk reprezentuje obecnie barwy Łódzkiej Akademii Karate Tradycyjnego. Na co dzień jest nauczycielem wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej nr 9, gdzie uczniowie i nauczyciele zgotowali mu huczne powitanie po powrocie z mistrzostw. O tym i o samych zawodach bełchatowski mistrz Europy opowiedział nam w rozmowie z BELsport.pl.
Spotykamy się w twojej szkole, gdzie na co dzień uczysz wychowania fizycznego. Słyszałem, że po powrocie z mistrzostw Europy urządzono ci tutaj bardzo gorące przywitanie.
Tomasz Jończyk: - Tak, to przywitanie było niesamowite. Po przyjeździe z mistrzostw przywitali mnie tutaj uczniowie naszej szkoły. Były transparenty, szaliki, barwy biało-czerwone. Serdecznie przywitało mnie także grono pedagogiczne, czyli moi koledzy i koleżanki nauczyciele. Było to coś niesamowitego, czego absolutnie się nie spodziewałem. Domyślałem się, że może być miłe przyjęcie, bo tak było już w ubiegłym roku po mistrzostwach świata. Jednak nie spodziewałem się, że odbędzie się to z taką wielką pompą.
To był pierwszy dzień po powrocie z Izraela?
- Tak był to mój pierwszy dzień po mistrzostwach. Przyjechałem do Bełchatowa po godz. 4 nad ranem, a kilka godzin później pojawiłem się w szkole. Gdy tutaj wszedłem to było pełne zaskoczenie. Informacja o złotym medalu szybko musiała się rozejść, ponieważ uczniowie byli przygotowani na mój przyjazd. Nie tylko transparenty, szaliki czy koszulki, ale odśpiewali mi także hymn Polski. To było bardzo wzruszające. Już kiedy stałem na podium w Jerozolimie czułem ogromne wzruszenie. Gdy wszedłem do szkoły i zobaczyłem moich uczniów, którzy tak fetowali mój sukces, wzruszenie było nie mniejsze.

Gdy w lutym tego roku odbierałeś statuetkę Najlepszego Sportowca Powiatu Bełchatowskiego w plebiscycie BELsport.pl zapowiadałeś, że pojedziesz na mistrzostwa Europy po złoty medal (TUTAJ). Jak zapowiedziałeś, tak zrobiłeś.
- Dokładnie tak (śmiech). Cały cykl przygotowań opierał się na tym, abym pojechał na te mistrzostwa i zrobił najlepszy wynik jaki będzie można. Nie ukrywam, że liczyłem na złoto, ponieważ wiedziałem, że jestem w stanie to osiągnąć. Wiedziałem też, że nie będzie łatwo. Ciężko pracowałem i udało się. Choć niewiele brakowało, a w ogóle do Izraela bym nie pojechał. Trzy tygodnie przed zawodami wyskoczył mi dysk. Chodziłem cały pokrzywiony. To była dramatyczna sytuacja, bo wszystkie przygotowania mogły pójść wniwecz. Na szczęście doktor Malinowski postawił mnie na nogi i mogłem pojechać po medal.
Powiedzmy zatem o samych mistrzostwach. Jak one wyglądały z twojej perspektywy?
- Mistrzostwa odbyły się w Jerozolimie. Same zawody trwały dwa dni. Pierwszego, czyli w poprzednią środę odbyły się eliminacje, a w czwartek finały. Dzień eliminacji ciągnął się w nieskończoność. Zawody trwały od 8 rano do około 22.
Po eliminacjach wyszliśmy na pierwszej pozycji, także już wiedziałem, że jesteśmy blisko. Było jasne, że jeśli nic się nie stanie i wszystko zrobimy tak jak potrafimy to utrzymamy złoto. Finał był bardzo ciężki. W ogóle finały rozpoczęły się drugiego dnia mniej więcej o godz. 16 i trwały do północy. Było wiele konkurencji, a każdy oczekiwał na swoją kolej w wielkim stresie. Jednak gdy wyszliśmy na matę, cały układ wykonaliśmy perfekcyjnie.
Satysfakcja jest ogromna, ponieważ w mistrzostwach Europy startowało większość zawodników, z którymi rywalizowałem rok temu w mistrzostwach świata. Tym razem udało mi się pokonać tych, z którymi wtedy przegrałem złoto.
Startowałeś tylko w jednej konkurencji?
- Tak, startowałem tylko w konkurencji en-bu kobieta-mężczyzna, w parze z Marysią Deptą.
Długo ćwiczycie razem?
- Marysia Depta z United Gym z Aleksandrowa Łódzkiego, to zawodniczka, która w tamtym roku zdobyła wicemistrzostwo świata. Jest młodą, ale już bardzo doświadczoną zawodniczką, ponieważ przez wiele lat z sukcesami startowała w juniorach. Jest zawodniczką kadry narodowej.
Nie ćwiczyliśmy długo. Tak naprawdę razem trenowaliśmy około trzech, czterech miesięcy. Nie jest to długo jak na konkurencję en-bu. Natomiast utrzymywaliśmy formę z poprzedniego roku. Poprzez mistrzostwa Polski, starty kontrolne i zgrupowania kadry narodowej trzymaliśmy formę i czuliśmy się dobrze przygotowani.

Przeglądając wyniki mistrzostw w Jerozolimie można stwierdzić, że były bardzo udane dla polskich karateków (reprezentacja Polski zdobyła 16 medali, w tym 8 złotych).
- Na pewno przejdą do historii polskiego karate tradycyjnego. Razem z nami pojechała kadra juniorów. Zawody odbywały się na kilku planszach. Na dwóch startowali juniorzy, na dwóch innych seniorzy. Obie reprezentacje zdobyły podobną ilość medali. Na pewno jest to historyczny start, ponieważ Mazurka Dąbrowskiego było słychać w hali bardzo często. Dla nas też jest to sygnał, że juniorzy bardzo dobrze się rozwijają. Naciskają na nas seniorów, są już coraz bliżej.
En-bu to specyficzna konkurencja, specjalizujesz się w niej?
- Przez wiele lat w karate startowałem w wielu konkurencjach. Moją koronną konkurencją było zawsze kata drużynowe, kata indywidualne. Również startowałem w fuku-go, czy kumite, także ocierałem się o wszystkie konkurencje. Natomiast nie ukrywam, że teraz skupiam się na en-bu. En-bu jest taką hybrydą pomiędzy kumite i kata. Nie da się trenować tylko em-bu. En-bu to tak naprawdę pokazanie esencji karate. Tak więc trzeba być kompletnym zawodnikiem technicznie i bardzo dobrze przygotowanym we wszystkich konkurencjach, żeby zaistnieć w en-bu.
Mówiłeś, że po drodze do tytułu mistrza Europy były różne starty kontrolne i mistrzostwa Polski. Powiedz jak tam wypadłeś?
- Mistrzostwa Polski.to zawody o bardzo wysokim poziomie, ponieważ startuje cała kadra narodowa. Zdobyć medal w mistrzostwach kraju jest więc bardzo ciężko.
Mieliśmy również start kontrolny we Wrocławiu. Był to Międzynarodowy Turniej Mistrza, gdzie startowało kilka reprezentacji narodowych, m.in. z Czech, czy Ukrainy. My tam robiliśmy konkurencję en-bu jako pokazy. Był to start poprzedzający mistrzostwa Europy. Wypadliśmy tam bardzo dobrze. Zresztą wiele pokazów robiliśmy także na zgrupowaniach kadry narodowej, czuliśmy się więc bardzo dobrze przygotowani.
Zważywszy na liczbę medali zdobytych przez Polaków na mistrzostwach Europy, to mistrzostwa Polski musiały faktycznie być bardzo silnie obsadzone. Jak tam wypadłeś?
- Nie startowaliśmy jeszcze wtedy w konkurencji en-bu ponieważ właśnie od mistrzostw Polski rozpoczęło się kompletowanie kadry narodowej. Wtedy nie było jeszcze wiadomo co i jak. Ja startowałem w kata indywidualnym, byłem czwarty
Powróciłeś do szarej rzeczywistości. Czas na odpoczynek, czy masz jeszcze jakieś plany startowe w najbliższym czasie?
- W tym roku odpoczywam. Od stycznia rozpoczynam przygotowania do mistrzostw Polski, które odbędą się w maju. Rok 2012 będzie bardzo ciężki, ponieważ w sierpniu będą mistrzostwa świata, które odbędą się w Polsce, prawdopodobnie w Warszawie, choć nie jest to jeszcze potwierdzone, w którym mieście. Tak naprawdę więc te mistrzostwa Europy w Izraelu były pierwszym ważnym punktem przed mistrzostwami świata, które odbędą się u nas, ponieważ cała reprezentacja przygotowuje się głównie pod kątem tej imprezy. To, że wygraliśmy mistrzostwa europy jest więc dla nas wielkim plusem, ponieważ chcielibyśmy dobrze zaprezentować się w przyszłym roku w mistrzostwach świata u nas w Polsce.
Tym razem zostaniecie zatem na miejscu, ale dzięki karate masz możliwość podróżowania po świecie. Teraz wróciłeś z Jerozolimy, rok temu mistrzostwa świata były w brazylijskiej Kurytybie...
- To prawda, dzięki karate mam możliwość zwiedzić kawałek świata. Tym razem Izrael - niesamowite miejsce, spotkanie kilku kultur. Po zawodach mieliśmy trochę czasu aby zwiedzić Izrael. Ponieważ nie jest to duże państwo trochę pojeździliśmy, zwiedziliśmy Jerozolimę, byliśmy nad Morzem Martwym, także udało się troszeczkę zobaczyć.
Złoto mistrzostw Europy, czyli w tym roku znowu jest szansa na powodzenie w naszym plebiscycie.
- Mam nadzieję (śmiech). Z chęcią powalczę o ten tytuł ponownie.

POLLXT_LOADING
Komentarze