marcin_szymczyk_miniW GKS Bełchatów pracuje od ośmiu lat. W środę objął najważniejszą funkcję, prezesa zarządu. Marcin Szymczyk, bo o nim mowa, zastąpił na tym stanowisku Jacka Zatorskiego. - Wynik sportowy jest celem, a wartością najważniejszą drużyna. Wszystko inne jest tylko po to, aby służyć budowaniu wyniku - zapowiada nowy szef "Brunatnych".

Zaskoczony nominacją?
- Po części tak. Okazuje się, że 1 czerwca jest szczęśliwą datą dla mnie. Równo rok temu dostałem nominację na stanowisko dyrektora sportowego, dzisiaj także jest 1 czerwca i dostałem nominację na funkcję prezesa zarządu klubu. Można powiedzieć, Dzień Dziecka w pełni (śmiech).

Myślę, że takie decyzje mogły być podyktowane tym, iż posiadam pewną wiedzę na temat funkcjonowania klubu, ponieważ pracuję tutaj już dość długo. Od 2003 roku trochę czasu minęło. Najpierw pracowałem w roli kierownika klubu, potem dyrektora sportowego. Myślę, że to miało decydujące znaczenie dla rady nadzorczej, przy powierzaniu tej funkcji mnie.

Nowe stanowisko i zupełnie inne wyzwanie teraz przed panem...
- Zupełnie inne, myślę, że z kategorii bardzo poważnych. Kierowanie spółką akcyjną to coś zupełnie innego niż pełnienie roli dyrektora sportowego. To odpowiedzialność nie tylko za sferę sportową, ale także ekonomiczną i bardzo ważną także część medialną. Klub to nie tylko finanse, ale też cała otoczka. Gra się dla kibiców, ale też po to, aby o klubie i jego zawodnikach było głośno w pozytywnym znaczeniu.

Decyzja dotycząca zmian na stanowisku prezesa wynika z tego, że założenia sportowe postawione przed pierwszym zespołem nie zostały w tym sezonie zrealizowane.
- Tak, mieliśmy zupełnie inne cele postawione, jeśli chodzi o miejsce w tabeli, niż to, które udało się osiągnąć. Przed sezonem trzecie miejsce, realnie patrząc było założeniem bardzo optymistycznym. W trakcie rozgrywek, przy całym wariactwie ligi i tym jak ona wyglądała, że np. zespół z 15. miejsca został wicemistrzem Polski, okazało się, że i nasze miejsce w tabeli mogło być o wiele lepsze. 10. miejsce jakie ostatecznie zajęliśmy mnie osobiście nie satysfakcjonuje. Teraz przede mną nowe zadanie, zorganizowania klubu, sztabu trenerskiego i drużyny tak, aby efekty tej pracy w maju przyszłego roku były o wiele lepsze.

Ten cel, 3. miejsce w lidze postawiony został kiedy? Na początku sezonu, w trakcie, po rundzie jesiennej? Przecież przed sezonem mówiło się o PGE GKS raczej w kontekście walki o utrzymanie. Latem ubiegłego roku zespół miał przecież duże problemy kadrowe. Nie był to cel zbyt wygórowany?
-  Po fali odejść wielu zawodników różnie można było to odbierać. Ale też cele, do których się dąży trzeba stawiać sobie wysoko. Gdybyśmy postawili sobie za cel zajęcie miejsca w środku tabeli, czy utrzymania się, to po tym jak ten sezon wyglądał, w chwili obecnej moglibyśmy tutaj siedzieć i płakać. Cel był inny. Chcieliśmy najpierw zobaczyć na co nas stać, a po dobrym początku celem była gra o puchary. Niestety nie udało się tego zrealizować. Dosyć wcześnie odpadliśmy też z Pucharu Polski.  

Funkcję dyrektora sportowego pełnił pan od czerwca ubiegłego roku, a więc de facto nie miał pan wpływu na tę falę odejść, jak pan to określił. Potem jednak udało się skompletować przecież całkiem niezły zespół.
- Tak, zwłaszcza, że tamte nominacje też miały miejsce już po sezonie, kiedy część zawodników miała już umowy z innymi klubami. Nie była to sytuacja łatwa. Tysiące minut wydzwonionych przez telefon, wiele nieprzespanych wieczorów, wiele rozmów, spotkań. Uważam, że jak na debiutantów udało nam się wyjść z tego z obronną ręką. Wszystko było dobrze do tego nieszczęsnego meczu z Cracovią w Krakowie. Uważam, że ten cholerny mecz, wiele rzeczy nam popsuł. Trzeba o tym zapomnieć, sezon już się skończył, ale to takie nasze fatum było. Dlatego też chcieliśmy bardzo zrewanżować się Cracovii w tym ostatnim meczu na naszym stadionie, co się udało.


Marcin Szymczyk (pierwszy od prawej w dolnym rzędzie) towarzyszący Jackowi Zatorskiemu na meczu Zagłębie Lubin - GKS Bełchatów. Powyżej były szkoleniowiec "Brunatnych", Rafał Ulatowski / fot. Michał Księżyc

Będzie nowy dyrektor sportowy?
- Za wcześnie jeszcze na takie decyzje. Musimy usiąść w gronie ludzi pracujących w klubie, przedyskutować wiele spraw i podjąć dobre decyzje. Opcje są różne, a wszystko będzie zależało od ludzi, którzy przyjdą do sztabu drużyny i zakresu ich kompetencji. Jeżeli uznamy, że takie stanowisko jest niezbędne to oczywiście dyrektor sportowy będzie.

Obejmuje pan stery w klubie w nieciekawym momencie. Sytuacja finansowa klubu nie jest łatwa, niektórym kluczowym zawodnikom kończą się kontrakty. Słyszeliśmy, że w drużynie zostanie Łukasz Sapela, który już dogadał się z klubem, ale co z resztą piłkarzy?
- Z pewnymi decyzjami muszę się wstrzymać, z racji tego, iż chciałbym najpierw porozmawiać z trenerem, który będzie u nas pracował. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ściągamy zawodnika, a za tydzień przychodzi nowy trener, który nie widzi go w drużynie. To będzie jego koncepcja, jego zespół i to on w pełni będzie odpowiadał za wyniki sportowe. Nie chciałbym aby potem trener miał do kogokolwiek pretensje z tego powodu. Trzeba powiedzieć, że drużyna, to jest sedno, wokół którego cały klub się kręci. Wynik sportowy jest tutaj celem, a wartością najważniejszą drużyna. Wszystko inne jest tylko po to, aby służyć budowaniu wyniku.

Należy zatem rozumieć, że Maciej Bartoszek nie będzie dalej trenerem PGE GKS?
- Dokładnie. Maćkowi Bartoszkowi umowa kończy się 30 czerwca i nie będzie ona przedłużona.

Czekacie na jakiś raport trenera z minionego sezonu? Takie rzeczy gdzieniegdzie się praktykuje.
- Z tego względu, że byłem dyrektorem sportowym, byłem więc blisko drużyny toteż nie jest to niezbędne. Zastanowimy się, aby być może pozostało coś w formie pisemnej, natomiast ja taką wiedzę na temat funkcjonowania drużyny w sezonie posiadam, znam temat od podszewki.


Dwaj prezesi się spotkali... Szymczyk stojący obok Andrzej Zalejskiego, niedawnego szefa GKS Bełchatów / fot. Michał Księżyc

W jakim czasie poznamy nazwisko nowego szkoleniowca?
- Okres przygotowawczy zaczyna się 20 czerwca. Do tego czasu nowy trener na pewno będzie w Bełchatowie.

W prasie pojawiało się nazwisko Marka Zuba...
- Nie chcę tego komentować, bo być może są to jakieś zakulisowe działania, trudno mi powiedzieć kogo, ale nie mam na myśli samego trenera. Ja oficjalnie obejmuję stanowisko w czwartek i od czwartku rozpoczynam pracę nad poszukiwaniem nowego trenera.  

Finansowe kłopoty będą miały decydujące znaczenie przy podejmowaniu decyzji personalnych?
- Budżet jaki jest, taki jest, to wiemy nie od dzisiaj. Oczywiście będzie trzeba dobrać zawodników, którzy do nas trafią, do poziomu tego budżetu. Będę szukał ze sztabem trenerskim takich zawodników, którzy podniosą poziom sportowy. Nie mówię, że będą to zawodnicy z wielkimi nazwiskami, ale tacy, którzy będą gwarantowali odpowiedni poziom. Nie zawsze okazuje się, że kluby z największymi budżetami odnoszą sukces. Sport jest przewrotny. Pieniądze nie grają, grają zawodnicy. Mam nadzieję, że zaangażowaniem i pracą, którą wszyscy wykonamy uda się wygenerować dobry poziom sportowy.

Pojawiły się informacje, że GKS będzie szukał takich zawodników, którzy maksymalnie będą zarabiali 20-25 tys. zł.
- Nie wiem, skąd takie informacje. Ja je w tej chwili dementuję. Tak jak powiedziałem, będziemy szukali zawodników takich, którzy będą gwarantowali pewien poziom sportowy. Ale oczywiście, każdą złotówkę będziemy oglądali dwa razy. Nie będzie też żadnej dramatycznej wyprzedaży zawodników. Nie będzie sytuacji, że nagle zostaniemy bez połowy drużyny. Ale okno transferowe jest otwarte, piłkarze przychodzą, odchodzą i oczywiście może pojawić się oferta z tzw. "nie do odrzucenia", która nigdy się nie pojawiła i więcej może się nie pojawić. Trzeba więc podejść do tego racjonalnie. Nie jesteśmy Manchesterem United, który dysponuje setkami milionów. To nie jest tak, że zawodników się tylko kupuje, ale też w pewnym momencie trzeba ich sprzedać. Tą drogą także będziemy chcieli podążać.

  marcin_szymczyk1
fot. Kamil Haładaj

No właśnie, macie jakiś plan, strategię transferową w tym temacie? PGE GKS w ostatnich latach wypromował na prawdę wielu ciekawych piłkarzy, którzy grają w różnych klubach, ale często sam GKS nie miał z tego korzyści, gdyż odchodzili oni za darmo.  
- Do takich sytuacji oczywiście nie należy dopuszczać, bo nie stać nas na to, żeby zawodnicy na takim poziomie jak choćby Łukasz Garguła, odchodzili z klubu za darmo, ale czasami pewne sytuacje, tj. kontuzje czy brak porozumienia z klubem te plany mogą pokrzyżować.

Nie da się uciec od rozmowy o finansach, a jako prezes musi dbać pan także o to. Wiadomo, że umowa sponsorska z PGE skonstruowana jest tak, że koncern z każdym rokiem przekazuje o 2 mln zł mniej klubowi. W jaki sposób zamierza pan łatać tę dziurę i pozyskiwać nowych sponsorów.
- Wiadomo, że będzie nam trudniej pozyskiwać sponsorów, bo nie jesteśmy klubem z wielkiego miasta. Jesteśmy z Bełchatowa i z tego powinniśmy się cieszyć, bo w mieście, które zamieszkuje 60 tys. mieszkańców udało nam się zbudować zespół na wysokim poziomie. Niemniej jednak trzeba będzie oczywiście sponsorów pozyskiwać. To jest temat na najbliższe dni. Trzeba zrobić wnikliwą kalkulację przychodów i kosztów, zobaczyć czego będziemy potrzebowali, na co możemy liczyć, a to co nam braknie, będziemy musieli szukać na zewnątrz.

Rozmawiali Maciej Wiśniewski i Kamil Haładaj

* Marcin Szymczyk, 32 lata, magister inżynierii materiałowej na Politechnice Częstochowskiej; studia podyplomowe na Uniwersytecie Jagiellońskim, w zakresie menadżer sportu; od 2003 do końca maja 2010 kierownik klubu GKS, od 1 czerwca 2010 do 1 czerwca 2011 dyrektor sportowy, od 2 czerwca prezes zarządu GKS Bełchatów SSA; żonaty, dwójka dzieci.