Czołowa niemiecka judoczka, medalistka mistrzostw Europy Martyna Trajdos pochodzi z Bełchatowa. Tutaj się urodziła, ale już jako dziecko wyjechała z rodzicami do Hamburga i tam zaczynała sportową karierę. Dziś trenuje w kadrze Niemiec i ma nadzieje na wyjazd na igrzyska olimpijskie. W ekskluzywnej rozmowie z serwisem BELsport.pl opowiedziała nam o swojej przygodzie z judo i życiu codziennym.
Zapraszamy do lektury wywiadu z Martyną Trajdos, pochodzącą z Bełchatowa reprezentantką Niemiec w judo. Dzięki możliwościom technologii udało nam się porozmawiać z mieszkającą na co dzień czołową niemiecką judoczką.
Martyno niedawno brałaś udział w prestiżowym Hamburskim plebiscycie, znajdując się w gronie 10 najlepszych sportsmenek tego miasta. To dla Ciebie duże wyróżnienie, czy nie przywiązujesz wagi do plebiscytów? Opowiedz nam swoich wrażeniach z gali finałowej.
Martyna Trajdos: - Oczywiście było to dla mnie duże wyróżnienie znaleźć się w 10-tce najlepszych sportsmenek Hamburga. By trafić do 10-ki trzeba było mieć minimum medal z Mistrzostw Europy. Szkoda, że nie trafiam do pierwszej trójki, ale biorąc pod uwagę jaką dyscyplinę sportu reprezentuję, muszę być zadowolona. Gala była "hamburskimi Oskarami" w świecie sportu, transmitowana przez telewizję, w świetnej oprawie i uświetniona obecnością szeregu prominentów. Mimo wszystko uważam, że zbyt wiele uwagi poświęcono piłce nożnej, a zbyt mało lub wcale innym dyscyplinom sportu.
To był zapewne dla Ciebie udany rok. Jak sama go oceniasz?
- Jestem w sumie zadowolona. Po szeregu kontuzji udało mi sie w drugim półroczu zaistnieć na matach Europy i świata.

Twoje sukcesy są doceniane w Niemczech. Masz żal, że w Polsce jest inaczej?
- Nie sądzę by w Polsce było inaczej. Jest grono ludzi np.: moja rodzina, znajomi czy nawet mieszkańcy Bełchatowa, którzy wiedzą i cieszą się z moich wyników. Również trenerzy w Polsce życzyli by sobie mieć taka zawodniczkę.
No właśnie, pomimo, że chciałaś walczyć dla Polski, jednak Polski Związek Judo nie był tym zainteresowany. Wiesz, dlaczego? Jak wyglądają Twoje relacje z PZJudo?
- Moje starania o starty w Polsce odbyły się jeszcze za panowania starego zarządu PZJudo. I było to faktycznie deprymujące. Z obecnymi władzami PZJudo nie mam kontaktu i nie wiem czy są mną zainteresowani. Do mnie oficjalnie nikt się nie zwrócił.
Czy są szanse abyś kiedykolwiek walczyła jeszcze w barwach Polski? Czy po tym wszystkim w ogóle jesteś jeszcze tym zainteresowana?
- Sądzę, że istnieje taka możliwość ale to nie jest zależne tylko ode mnie. Czas pokaże jak będzie.

Jak wielka jest różnica między judo w Niemczech i Polsce (organizacja, postrzeganie przez media, kibiców, zainteresowanie, nakłady finansowe, trening, itp.)?
- Trudno porównywać Polskę i Niemcy. Znam praktycznie tylko niemieckie realia. W obu krajach istnieje z pewnością potencjał rozwojowy i daleko im do krajów takich jak Japonia czy Francja.
Wróćmy do początku. Judo to nie jest przecież popularna dyscyplina. Dlaczego wybrałaś akurat judo?
- Uściślijmy pewne kryteria: popularność, powszechność, dostępność. W Polsce czy Niemczech króluje pika nożna, a przecież piłkarska reprezentacja Polski nigdy nie zdobyła żadnego tytułu mistrzowskiego. Niemcy czekają na taki tytuł już od lat kilkunastu. Natomiast w obu krajach są mistrzowie olimpijscy i świata w judo. Judo nie może być popularne np. w Bełchatowie, bo po prostu nie jest tu dostępne.
A dlaczego judo? Trudno mówić o wyborze. Miałam po prostu możliwość wypróbowania kilku dyscyplin sportowych, pływanie, hokej na trawie, lekkoatletyka, jeździectwo, wioślarstwo czy taniec i balet. Jednak judo to była miłość od pierwszego wejrzenia, chociaż trafiłam tam stosunkowo późno. Sądzę, że zdecydowała możliwość bezpośredniego kontaktu z przeciwnikiem.
Opowiedz o swojej drodze w tej dyscyplinie, kto, gdzie Cię trenuje, jakie masz na koncie największe sukcesy i który z nich uważasz, za najważniejszy?
- Moja droga chyba była bardzo wyboista (śmiech). Trafiłam do judo w wieku 12 lat. Bardzo długo "dostawałam baty". Przełom przyszedł w okresie 2007-2008 i wtedy zaczęły się jakieś poważniejsze sukcesy. Obecnie trenuję w ośrodku przygotowań olimpijskich w Kolonii pod okiem trenera kadry Michaela Bazynskiego.
Mój największy sukces? Sądzę, że sama obecność w kadrze narodowej Niemiec jest już sukcesem, a wynikowo to na pewno medal z Mistrzostw Europy.

Aby osiągać sukcesy w sporcie konieczne jest poświęcenie, także wolnego czasu, a Ty jesteś jeszcze młoda. Jak godzisz uprawianie sportu z nauką i życiem towarzyskim?
- Nie jest to prosta sprawa. Cierpię na chroniczny brak czasu (śmiech). Zajęcia na uczelni (bez taryfy ulgowej), trening dwa, a niekiedy trzy razy dziennie, zawody, wyjazdy, tak więc życie towarzyskie sprowadzone jest do minimum, ale znajduję i na to czas. Krótko ale intensywnie spotykam się ze znajomymi, wspólnie gotujemy, robimy imprezy (uśmiech).
Jakie masz plany na ten rok i najbliższy czas?
- Najważniejsze to pozostać bez kontuzji i pozaliczać sesję egzaminacyjną. A sportowo sądzę, że mogę wystartować na Uniwersjadzie w sierpniu i w mistrzostwach Europy w listopadzie. Oczywiście po drodze jest jeszcze wiele pomniejszych startów, jednak te dwa w tym roku są najistotniejsze.
W przyszłym roku są Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Myślisz, że masz szanse się na nie dostać? Byłabyś dopiero drugim sportowcem z Bełchatowa, po Grzegorzu Gryczce, który wystąpił na igrzyskach olimpijskich. Ma to dla ciebie znaczenie?
- Oczywiście wszystko jest jeszcze możliwe ale system udziału w Olimpiadzie jest nie nominacyjny tylko kwalifikacyjny, -związany więc z wieloma ograniczeniami, jak np. jeden przedstawiciel z kraju, określona ilość z kontynentu, itd. więc realnie patrząc to pewnie rok 2016 jest moim celem. Oczywiście byłoby to ogromnym zaszczytem dla mnie wystartować w Olimpiadzie i być drugą przedstawicielką Bełchatowa na tej imprezie.
Czy Twoi rodzice opowiadają Ci o Bełchatowie? Bywasz tutaj czasami u rodziny?
- Bełchatów jest tematem rozmów w domu. W Polsce bywałam kiedyś często, ale obecnie brak czasu praktycznie eliminuje prywatne wyjazdy. Mój kalendarz jest mocno napięty. Oprócz studiów i treningu, pracuję również w laboratorium diagnostycznym dla sportowców. Prowadzę też treningi judo dla dzieci z nadwagą. Mój dzień zaczyna się o godz. 7 rano i kończy po 22. Nawet rodziców w Hamburgu odwiedzam sporadycznie (uśmiech). Z diagnostyką sportową chcę związać swoją przyszłość, wiec być może będę kiedyś mogła polecić swoje usługi bełchatowskim piłkarzom czy siatkarzom (śmiech).

Urodziłaś się w Bełchatowie, ale od dziecka mieszkasz i wychowałaś się w Hamburgu. Jak postrzegasz Bełchatów z własnej perspektywy?
- Trudno udzielić odpowiedzi na to pytanie. Moje wspomnienia z Polski, Bełchatowa czy Drużbic związane są z wakacjami i związanymi z tym przyjemnościami, a to nie ma wiele wspólnego z realnym życiem.
Myślisz, że mogła byś kiedyś walczyć w Bełchatowie?
- Wiem od rodziców, że Bełchatów ma wspaniałą halę idealnie pasującą do rozegrania turnieju judo, wiec gdyby się taka możliwość nadarzyła, to oczywiście, że wystartuję.
Na koniec, co chciałabyś powiedzieć kibicom z Bełchatowa?
- Serdeczne dziękuję wszystkim którzy oddali na mnie glosy w plebiscytach, pozdrawiam wszystkich mieszkańców Bełchatowa i Drużbic, życząc zarazem wesołych i spokojnych Świąt i znalezienia trochę czasu dla ruchu na świeżym powietrzu.
Rozmawiali Kamil Haładaj i Maciej Wiśniewski
Szczególne podziękowania za pomoc w realizacji wywiadu składamy tacie Martyny, Zbyszkowi Trajdosowi!

POLLXT_LOADING
Komentarze