herb miasta- To dla mnie wielki zaszczyt, znaleźć się w takim miejscu - mówi Daniel Castellani. Wczoraj otwarto zrewitalizowany plac Narutowicza, a na nim Siatkarską Aleję Gwiazd. Część uhonorowanych pojawiła się na uroczystości, przy okazji dzieląc się z nami swoimi wrażeniami.

Osiemnaście marmurowych tablic z nazwiskami siatkarzy i trenerów zasłużonych dla bełchatowskiej siatkówki odsłonięto w sobotę na zrewitalizowanym placu Narutowicza. Uroczyste odsłonięcie tablic, które zgromadziło tłumy bełchatowian było pierwszym punktem oficjalnego oddania odnowionego placu do użytku.

Uroczystość oprócz mieszkańców i oficjeli zgromadziła także samych bohaterów pamiątkowych tabliczek. Pojawili się obecni i byli siatkarze Skry: Mariusz Wlazły, Michał Bąkiewicz, Marcin Możdżonek, Bartosz Kurek, Michał Winiarski, Jakub Jarosz i Piotr Gacek. Nie zabrakło także trenerów, Daniela Castellaniego, Wiesława Czai i Krzysztofa Stelmacha. Nazwisk w Alei w sumie jest osiemnaście. Wszyscy dojechać nie mogli.

By zostać uhonorowanym pamiątkową tablicą, trzeba było zdobyć medal olimpijski, mistrzostw świata lub mistrzostw Europy. No i oczywiście być w przeszłości lub obecnie zawodnikiem lub trenerem Skry.

Z największym entuzjazmem przez zgromadzonych kibiców i gapiów przywitany został były trener Skry, a obecny selekcjoner reprezentacji Polski Daniel Castellani. - Cieszę się, że znowu jestem w Bełchatowie, mam tutaj przyjaciół i zawsze lubię tutaj przyjeżdżać - mówi serwisowi BELsport.pl szkoleniowiec reprezentacji Polski. - To dla mnie wielki zaszczyt znaleźć się w takim miejscu, obok nazwisk wspaniałych siatkarzy, tworzących historię polskiej siatkówki. Przyjeżdżając do Polski nigdy nie spodziewałem się, że tyle zaszczytów na mnie spadnie. Dzisiaj też jest taki dzień. Czasami mnie to przerasta - dodaje skromny Argentyńczyk.

Oczywiście jako, że zbliżają się mistrzostwa świata, przy okazji nie mogło zabraknąć pytania o nadzieje i cele reprezentacji w tym turnieju. - Myślę, że mamy spore szanse - mówi Daniel Castellani. - Jest pięć, sześć zespołów, które w tej chwili są w bardzo dobrej formie. Polska jest w tej grupie. Mamy dobry zespól. Będziemy walczyć o medal - podkreśla selekcjoner. Cztery lata temu polski zespół pod wodzą innego Argentyńczyka Raula Lozano wywalczył srebro, o jaki medal tym razem walczyć mają Polacy? - Każdy medal będzie dobry - śmieje się szkoleniowiec. - Kolor nie jest najważniejszy.

Siatkarze już przygotowują się do mistrzostw, ale dla tych, którzy przyjechali do Bełchatowa, sobota była miłą odskocznią od trudów treningowych. - To bardzo miły przerywnik w zgrupowaniu. Już w poniedziałek spotykamy się w Gdańsku, dlatego to fajny czas relaksu i spotkania z osobami, które na co dzień w Bełchatowie mocno nas wspierają - mówi Bartosz Kurek, najmłodszy z zawodników, których uhonorowano tablicą na pl. Narutowicza. - Kiedy będę przychodził tutaj na spacery, to zawsze będzie miłe uczucie mijać swoje nazwisko wyryte na chodniku - dodaje Kurek, podkreślając, że gwiazdą się nie czuje. - To nie jest gwiazda, to jest tablica pamiątkowa! - rzuca z rozbrajającym uśmiechem.

Po którymś z pierwszych mistrzostw Polski zdobytych przez Skrę, jeszcze w starej hali KWB, wśród kibiców pojawił się pomysł, aby w nagrodę za fantastyczną grę postawić w Bełchatowie pomnik Mariuszowi Wlazłemu. Pomnika nie ma ale jest gwiazda. - Pomnik, heh - śmieje się kapitan Skry. - O pomnikach to ja ostatnio za dużo słyszę w kontekście krzyża, więc może z tymi pomnikami się wstrzymajmy - żartuje Wlazły. - Cieszę się, że w taki sposób nas doceniono. Pochodzimy z różnych miast, ale gramy dla Bełchatowa i dzięki naszej grze mówi się o Bełchatowie. Zawsze zostawiamy na boisku wiele serca, dlatego dla nas to fajne wyróżnienie

Mariusz Wlazły na odsłonięciu Alei pojawił się z małżonką, ale bez małego synka. Obiecuje jednak, że do tabliczki z nazwiskiem taty pociechę przyprowadzi. - Na pewno tutaj przyjdziemy, choć pewnie będzie miał więcej radości z fontanny niż z tej tabliczki - śmieje się Mariusz.

Zaskoczony zaproszeniem był także Wiesław Czaja. Trener, który wprowadził Skrę do siatkarskiej elity i zdobył z nią pierwszy medal, a jako zawodnik najbardziej z całego grona zebranego w sobotę utytułowany. Wiesław Czaja był bowiem mistrzem świata z 1974 roku z Meksyku oraz trzykrotnym srebrnym medalistą mistrzostw Europy (1975-1979). - Jestem mile zaskoczony, że pamiętano o mnie - mówi. - Pracowałem w Bełchatowie dziewięć lat i na pewno miło będzie tutaj powracać, choćby ze względu na tą aleję.

Wiesław Czaja przypomina też, że to nie pierwsza siatkarska aleja gwiazd w Polsce. - Podobna jest w Miliczu - mówi. - Tam też leżę z innymi zawodnikami i trenerami - śmieje się Wiesław Czaja. - Tam są odciśnięte dłonie, siatkarzy i siatkarek oraz trenerów. Tamtejsza aleja się powiększa, nie wiem jak będzie tutaj. Oczywiście w Miliczu aleja jest ogólnopolska, a nawet uhonorowane są osoby z zagranicy. Tutaj, wiadomo, że są tylko osoby związane z Bełchatowem.

W gronie osiemnastu nazwisk znaleźli się trenerzy, Daniel Castellani, Krzysztof Stelmach i Wiesław Czaja oraz zawodnicy, do dziś grający w Skrze - Stephane Antiga, Michał Bąkiewicz, Miguel Falasca, Bartosz Kurek, Marcin Możdżonek, Daniel Pliński, Mariusz Wlazły i Michał Winiarski  - oraz byli gracze bełchatowskiej drużyny Piotr Gacek, Piotr Gruszka, Krzysztof Ignaczak, Jakub Jarosz, Michał Ruciak, Grzegorz Szymański i Łukasz Żygadło.