- Byłem pełen obaw przed tym meczem. Po takim sukcesie, który nas bardzo dużo kosztował, który zabrał nam dużo zaangażowania, sił - mówił po meczu Jacek Nawrocki wspominając zeszłotygodniowe rozgrywki Enea Cup. Jak się okazało obawy trenera na szczęście się nie sprawdziły. PGE Skra Bełchatów już w trzech setach pokonała Asseco Resovię Rzeszów. Jedno z ciekawszych spotkań 12. kolejki Plus Ligi okazało się jednostronnym widowiskiem.
Mecz rozpoczął się od trudnych do przyjęcia flotów Karola Kłosa i Piotra Nowakowskiego. Żadna z drużyn nie marnowała czasu i już od pierwszych minut walka toczyła się punkt za punkt. Zepsuty serw Grozera i dwa asy w wykonaniu Falasci i Winiarskiego, dały bełchatowianom trzy „oczka” przewagi na pierwszej przerwie technicznej. (8:5) Po wskazówkach Andrzeja Kowala rzeszowianie podjęli próbę odrobienia strat. Niestety nie byli wstanie zatrzymać „bomb” Atanasijevica czy Kurka. Druga przerwa regulaminowa, to wynik 16:11. Już do końca partii, piłki sprzyjały gospodarzom, a goście popełniali zbyt wiele błędów aby nawiązać kontakt z gosodarzami. Ostateczny wynik, to 25:16.
Goście zdecydowanie lepiej zaczęli odsłonę drugą. Dzięki piekielnie trudnym serwisom Grozera, podopieczni Andrzeja Kowala zdobyli trzy punkty pod rząd. (2:5) Skra udała się w pościg za rywalami. Do pierwszej regulaminowej przerwy zniwelowali różnicę punktów. (7:8) Przyjezdni jednak nie zrezygnowali z ofensywy i systematycznie budowali swoją przewagę. Zachwycali asami serwisowymi oraz ofiarną obroną. Na drugiej przerwie technicznej mogli cieszyć się z pięciu „oczek przewagi”. (11:16) Mecz kompletnie wymsknął się spod kontroli gospodarzom. Przy stanie 12:19 Jacek Nawrocki poprosił o przerwę, po której żółto-czarni zdobyli dwa punkty. Dobrą passę Falasci w pierwszej strefie przerwał trener Andrzej Kowal, a szkoleniowiec bełchatowian wpuścił na boisko Mariusza Wlazłego. Choć się na, to nie zapowiadało, to końcówka tej partii była szczególnie emocjonująca. Mistrzowie Polski w wielkim stylu dogonili rywali, gdy ten miał już na swoim koncie 22 punkty. (22:22) Od tego momentu rozpoczęła się zażarta walka o każdą wygraną akcje. Na parkiecie zdecydowanie błyszczał Bartosz Kurek. Jego ataki oraz bloki w parze z Kooistrą przyczyniły się do zupełnie nie spodziewanej w tej odsłonie, wygranej gospodarzy 29:27.
Rozochoceni bełchatowianie i lekko zdekoncentrowani oraz zniesmaczeni ostatnimi wydarzeniami rzeszowianie przystąpili do walki w partii trzeciej. Od początku niewielką inicjatywę objęli mistrzowie Polski. Na nieszczęście Resovii szóstka grająca od początku spotkania wzmocniła się o bardzo doświadczonych graczy jakimi są Marcin Możdżonek czy Daniel Pliński. Ostatnią akcją przed pierwszą regulaminową przerwą było przełamanie potrójnego bloku przez Paula Lotmana. (8:6) Ten sam siatkarz tuż po ponownym wejściu na boisko zdobył cenny punkt dla swojej drużyny poprzez zagrywkę. Podobnie jak w pierwszym secie Skra narzuciła swoje warunki gry. Przy stanie 13:8 w polu zagrywki pojawił się Mariusz Wlazły zaliczając dwa asy serwisowe. (15:8) Po kolejnej punktowej zagrywce gospodarzy przewaga nad gośćmi była tak duża, że już teoretycznie nie do odrobienia. (20:12) Triumfatorzy z zeszłotygodniowego Pucharu Polski nie pozwolili sobie na roztrwonienie przewagi jak to uczyniła Resovia w poprzedniej odsłonie. Piłkę setową skończył Bartosz Kurek, który z całą pewnością zasłużył na nagrodę MVP.
PGE Skra Bełchatów - Asseco Resovia Rzeszów 3:0 (25:16 , 29:27, 25:16)
PGE Skra Bełchatów: Wlazły, Kooistra, Kłos, Kurek, Winiarski, Falasca, Atanasijevic, Zatorski (l) oraz Pliński, Wlazły, Możdżonek, Woicki
Asseco Resovia Rzeszów: Achrem, Lotman, Grzyb, Nowakowski, Tichacek, Grozer, Ignaczak (l) oraz Kosok, Bojić, Mika, Dobrowolski

POLLXT_LOADING