Bełchatowianpingpong_kazan2011ka Katarzyna Ślifirczyk rozpoczyna dziś w rosyjskim Kazaniu batalię w mistrzostwach Europy juniorek w tenisie stołowym. - Najważniejszy cel dla mnie to jak najlepsza gra, a wówczas wynik przyjdzie sam - mówi bełchatowianka. - W drużynie celem jaki same przed sobą stawiamy jest medal - podkreśla.

Mistrzostwa Europy Juniorów i Kadetów w tenisie stołowym rozpoczynają się dziś w Kazaniu. Potrwają 10 dni. Polską drużynę juniorek reprezentować będą Bełchatowianka Katarzyny Ślifirczyk oraz Klaudia Kusińska, Maja Krzewicka, Sandra Wabik i Agnieszka Kaczmarek. Trzy z nich grać będą w drużynowym turnieju, pozostałe to rezerwowe.

Pochodząca z Bełchatowa Kasia w krajowym rankingu juniorek zajmuje trzecie miejsce, ale w kadrze grać będzie z dwójką. To oznacza duże zaufanie, ale i odpowiedzialność, bo w każdym meczu będzie grała po dwa pojedynki. - Nie ważne czy wygrywasz 3:0, czy 3:2. Jeżeli każda z nas zdobędzie po punkcie to będzie zwycięstwo - mówi bełchatowianka, z którą udało nam się porozmawiać, gdy wpadła do rodzinnego domu na raptem dwa dni, w przerwie między obozami przygotowawczymi do mistrzostw.

Z numerem pierwszym w kadrze gra mistrzyni Polski juniorek, córka trenera Marcina Kusińskiego Klaudia. Bełchatowianka choć jest brązową medalistką krajowego czempionatu gra z dwójką, srebrna medalistka mistrzostw Polski Maja Krzewicka gra z trójką, czyli w meczu będzie grała jeden pojedynek. - Kasia wygrała w tym roku kilka znaczących pojedynków, dzięki czemu trener zadecydował, że zagra z dwójką - mówi Roman Ślifirczyk, tato Kasi, który zaszczepił jej przed laty miłość do pingponga. - Jako zawodniczka nr 2 będzie grała po dwa pojedynki w meczu, teoretycznie jeden może przegrać, ale jeśli noga powinie się innej koleżance będzie musiała wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Tak było na Węgrzech, gdzie dziewczyny zdobyły międzynarodowe mistrzostwo Węgier i Kasia zdobyła decydujący punkt w pojedynku z gospodyniami, pokonując zawodniczkę nr 10 w Europie - dodaje.

Podobnie zresztą było w grudniu ubiegłego roku na mistrzostwach świata w Bratysławie. Po fazie grupowej kiedy Polki nie miały już szansy na medal trener wykluczył mistrzynię kraju, a w jej miejsce wstawił bełchatowiankę, która wygrała trzy pojedynki. Warto przypomnieć, że w grudniowych mistrzostwach świata Kasia awansowała do turnieju głównego i jako pierwsza w historii tenisistka stołowa z województwa łódzkiego reprezentowała województwo na imprezie rangi mistrzostw świata.

slifirczyk_kasia

Kusińska, Ślifirczyk i Krzewicka są pewniaczkami w kadrze juniorek już od kilku miesięcy. Wszystkie dziewczyny doskonale się znają, wielokrotnie wspólnie reprezentowały Polskę na różnych imprezach, jeszcze w młodszych kategoriach wiekowych, wiele razy grały też przeciwko sobie na krajowym podwórku. Co ciekawe wszystkie trzy urodziły się w tym samym czasie, daty ich urodzin dzielą dosłownie trzy tygodnie. - Dobrze się znamy i atmosfera w kadrze jest bardzo dobra - mówi Kasia.

Medal w drużynie to cel jaki postawiły przed sobą same zawodniczki. - Celem drużyny jest medal, tego oczekuje trener, ale też my same stawiamy sobie taki cel - mówi bełchatowianka. Dla całej trojki to ostatni rok w kategorii juniorek.

W grupie eliminacyjnej Polki mają bardzo dobre Rumunki, z Bernadette Szocs w składzie, z którą wygrać będzie ciężko. - Nawet jak z nią przegramy to na 3:2 w całym meczu nas stać - mówi Kasia. - Dobrze by było wyjść z grupy z pierwszego miejsca, bo to zawsze lepsze rozstawienie w dalszej części turnieju - dodaje.

Oprócz Rumunek Polki zmierzą się w grupie także z Luksemburkami i Szwedkami. Z oboma tymi zespołami gładko wygrały na ostatnim Pro Tourze we Władysławowie. W turnieju drużynowym zagrają 32 zespoły podzielone na osiem grup. Po dwie najlepsze reprezentacje z grup A-D uzyskają bezpośredni awans do fazy pucharowej.

Oczywiście w Kazaniu Kasia Ślifirczyk wystąpi także w turnieju indywidualnym. Jak mówi celem jest wejście do finałowej szesnastki, jak się uda to może do ósemki. - Chciałabym przede wszystkim zagrać jak najlepiej - mówi 18-letnia bełchatowianka, która w europejskim rankingu juniorek zajmuje 21. miejsce. - Dwa lata temu celem było wejście do finałowego 32-ki, nie udało się, teraz skoro jestem na 21. miejscu w Europie to stawiam poprzeczkę wyżej i celem dla mniej jest najlepsza 16-tka.

Nadzieje bełchatowianki nie są zresztą bezpodstawne, bo w tym roku Kasia Ślifirczyk ma już na rozkładzie klasowe zawodniczki, będące w europejskim rankingu przed nią, jak zwycięstwo nad Węgierką Nagyvaradi Mercedes, czy dobry mecz z mistrzynią Europy kadetek, wspomnianą już, Rumunką Bernadette Szocs, z którą prowadziła już w meczu 3:1, by przegrać po pięknej walce 3:4. Po zaciętej walce Kasia przegrała też w tym roku z najlepszą w Europie Węgierką Maradasz Dorą, ulegając jej w poszczególnych setach minimalnie. - Z mistrzynią Europy w deblu Niemką Sabine Winter Kasia przegrała w Dortmundzie 2:4, ale sami Niemcy bili jej brawo, doceniając bardzo dobrą grę - mówi Roman Ślifirczyk. - Wszystko zatem przed nią, sporo zależy od szczęścia, ale Kasia imponuje dobrą psychiką, więc raczej na pewno nie pęknie - dodaje tato zawodniczki.

W parze z Mają Krzewicką bełchatowianka wystąpi także w deblu. - Liczę, że uda nam się sprawić niespodziankę - podkreśla. - Co prawda nie udało nam się jeszcze zdobyć razem medalu, ale zawsze na międzynarodowych zawodach byłyśmy minimum w ósemce.

Kasia Ślifirczyk w Kazaniu wystąpi także w grze mieszanej, w parze z brązowym medalistą mistrzostw Polski Tomaszem Wiśniewskim z Gdańska.

slifirczyk

Przez ostatnie trzy lata Katarzyna Ślifirczyk reprezentowała barwy MKS Magellan Jedynka Łódź. W tamtym roku udało się drużynie awansować do ekstraklasy tenisa stołowego kobiet. Był to niewątpliwie sukces młodego zespołu opartego na juniorkach, w którym bełchatowianka stanowiła ważne ogniwo. Rok spędzony w ekstraklasie przyniósł nowe doświadczenia, choć utrzymać w lidze się nie udało. Łódzki klub zajął przedostatnie miejsce w tabeli i spadł I ligi. - Trzeba było zapłacić frycowe, ale ograłam się. Wygrałam cztery pojedynki, dwukrotnie z czołową zawodniczką w Polsce Darią Łuczakowską z AZS Wrocław, z Natalią Bąk, mistrzynią Polski juniorek sprzed trzech lat oraz z wielokrotną medalistką mistrzostw Polski, doświadczoną Magdaleną Górowską - mówi zawodniczka.

Od września Kasia grać będzie w KTS Tarnobrzeg, najlepszym i najbardziej profesjonalnym polskim klubie w żeńskim tenisie stołowym, pod okiem znakomitego szkoleniowca i menadżera Zbigniewa Nęcka. - Do tego klubu nie trafia się z łapanki, trzeba sobie zasłużyć - mówi Roman Ślifirczyk. - Trener zaproponował Kasi dwuletni kontrakt. Jeżeli w tym czasie zrobi postęp to w Tarnobrzegu będzie miała pracę za solidne pieniądze. Tam ma doszlifować formę i swoją grę, do poziomu europejskiego.

- Dla trenera Nęcka najważniejsza jest gra w seniorkach. Powtarza mi, że do tej pory to była zabawa, przygoda, a teraz od września zaczynamy ciężką pracę - mówi Kasia. - Trener powtarza, że jeśli chcę przez najbliższe 15 lat funkcjonować w tym sporcie, grać w Bundeslidze, to muszę najbliższe dwa, trzy lata ostro przepracować.

To samo powtarza ojciec zawodniczki. - Przed Kasią ciężka praca, która w przyszłości może przynieść efekty - mówi Roman Ślifirczyk. - Nieodżałowany Andrzej Grubba na pytanie jaki ma największy talent odpowiadał: „ja mam talent do pracy”. Wszystko wypracował ciężkim treningiem. Kiedy jego koledzy wychodzili już z treningu, on zostawał jeszcze pół godziny i ćwiczył.

W Tarnobrzegu Kasia Ślifirczyk będzie rezerwową. W składzie najlepszej polskiej drużyny są trzy Chinki, w tym Li Qian, nr 29. na świecie, czy Xu Jie. Jest także bardzo dobra polska zawodniczka Kinga Stefańska, Czeszka Renata Strbikova i grająca trenerka Tamara Czigwincewa. Bełchatowianka będzie miała zatem od kogo uczyć. - Oczywiście wiem, że nie będę podstawową zawodniczką, ale trener obiecał, że zadebiutuję i będę się ogrywała - mówi Kasia.

W listopadzie Kasia Ślifirczyk pojedzie także na mistrzostwa świata juniorek do Bahrajnu. W między czasie w Tarnobrzegu przygotowywać się będzie do gry na najwyższym poziomie i matury, która czeka ją w maju przyszłego roku. W tarnobrzeskim liceum będzie mieć pół indywidualny tok nauczania. Mieszkać będzie w wynajętej przez klub kawalerce. Klub gwarantuje jej też pełne wyżywienie i stypendium na własne wydatki. - Warunki będę mieć tam idealne, sala gdzie można trenować otwarta jest 24 godziny na dobę, jest stadion gdzie mogę pobiegać, zabieram rower, żebym mogła pojeździć nad Wisłą - mówi Kasia.