- Na boisku obowiązuje zasada "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". To jest jeden z czynników, który wpływa na nasz wynik - powiedział w wywiadzie dla naszego serwisu Mateusz Cetnarski. Dziś prezentujemy Państwu I część rozmowy z pomocnikiem PGE GKS Bełchatów. II zamieścimy w dniu jutrzejszym, tj. piątek. Zapraszamy do lektury!

Rozmowa przeprowadzona była przed spotkaniem z Polonią Bytom (po 15. kolejce Ekstraklasy)

Rundę jesienną zakończyliście na 5 miejscu z dorobkiem 27 punktów. Jakbyś mógł ją ocenić?
- Początek tego sezonu nie był za ciekawy. W czterech kolejkach zdobyliśmy tylko jeden punkt. Trener Rafał Ulatowski całą winę za wyniki wziął na siebie. Przed inauguracją sezonu potrenowaliśmy trochę ciężej, później brakowało nam świeżości, a forma przyszła dopiero po czterech seriach spotkań. To trener najlepiej wie co się z nami wtedy stało. Jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Po meczu z Legią Warszawa moglibyśmy być nawet i na podium.

Jak wspomniałeś, początek sezonu mieliście słaby. Punkt w czterech kolejkach to nie był za dobry rezultat.
- Wszyscy widzieli, że nasza gra nie wyglądała najlepiej. Dobrze, że w piątej kolejce to wszystko się odwróciło i zaczęliśmy piąć się w górę. Od zespołu, który ubiegły sezon zakończył na piątym miejscu można wymagać lepszych wyników i gry o puchary. Przedsezonowe zapowiedzi prezesów i trenera mówiły właśnie o tym, że będziemy się bić o czołowe lokaty. Dlatego tym większe było zaskoczenie kibiców, że ten sezon rozpoczęliśmy tak, jak rozpoczęliśmy. Moim zdaniem trzeba było o tym jak najszybciej zapomnieć, wziąć się w garść i myśleć o przyjaciołach, którzy są w szatni.

Waszą dobrą postawę zapoczątkowało spotkanie z Lechem Poznań. Prowadziliście 2:0, jedna z bramek była Twojego autorstwa. Już wtedy pokazaliście, że forma powraca. Jednak chwila rozprężenia w waszych szeregach sprawiła, że skończyło się remisem.
- W tym meczu zabrakło nam wyrachowania i koncentracji. Już w 55. minucie prowadziliśmy 2:0, jednak daliśmy sobie strzelić dwie bramki i skończyło się remisem. Trzy punkty mieliśmy już praktycznie w garści. Ten mecz pokazał, że w każdym spotkaniu musimy być skoncentrowani do samego końca. Ponadto chwilami lepiej skupić się na obronie niż za wszelką cenę dążyć do jeszcze wyższego zwycięstwa.

Ten remis zapoczątkował waszą wspaniałą passę. Dziesięć spotkań bez porażki, do tego siedem zwycięstw z rzędu. Taki wynik nie mógł być niezauważony.
- Oczywiście, to są piękne chwile dla kibiców, jak i zawodników. Rzadko kiedy w naszych karierach uda nam się wywalczyć siedem zwycięstw z rzędu bądź nie przegrać przez dziesięć kolejek. To jest naprawdę bardzo cenne wspomnienie dla nas, jak i dla klubu. Reżyserami tych sukcesów byli Orest Lenczyk i Rafał Ulatowski, a my wtedy jako aktorzy mogliśmy spokojnie odgrywać swoje role.

GKS ma pewien syndrom, że jak już łapie formę, to falowo. Nie idzie was wtedy pokonać.
- Oby te serie były tylko zwycięskie. A nawet i remisowe, bo jeśli nie możesz wygrać, to chociaż zremisuj.

fot. Arkadiusz Modliński

Co później spowodowało, że zaczęliście piąć się w górę? Co zmieniło się w waszej grze, że zdobywaliście falowo te punkty.
- Zacznijmy od strony przyjacielskiej. Wszyscy zawodnicy, którzy przebywają w szatni, którzy reprezentują barwy GKS Bełchatów tworzą wielki kolektyw, zgraną paczkę.  To jest grupa ludzi, którzy trzymają ze sobą, wiedzą że mogą na siebie nawzajem liczyć. To jest właśnie najważniejsze w tym wszystkim. Wielu zawodników przeszło przez ten klub, ale każdy z nich po odejściu mówił, że to właśnie z bełchatowskiej szatni bije największe ciepło. To wszystko przenosi się później na boisko, gdzie obowiązuje zasada "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Gdybyśmy nie byli kolektywem, to nie byłoby tych wszystkich sukcesów.

Skutecznością jednak grzeszycie. 17 bramek to nie za wiele na klub z góry tabeli.

- Faktycznie. Jednak patrzmy również na to, ile my sytuacji podbramkowych stwarzamy w każdym z meczów. Są to trzy, cztery stuprocentowe okazje. Nawet w meczu z Legią Warszawa trzykrotnie powinniśmy pokonać Jana Muchę. Okazje sobie stwarzamy, tylko ze skutecznością już nie zawsze jest tak, jak być powinno. Im zespół lepszy, tym tych okazji ma więcej. A z formą naszych napastników jest różnie. Wiemy, że Dawid Nowak jest bardzo skuteczny. Jednak nie wymagajmy od niego, że musi strzelać bramki w każdym meczu, w którym wystąpi. Nie ma napastnika, który w każdym ze spotkań zdobywałby bramki. Chyba, że już naprawdę musiałby być w wyśmienitej formie. A tak mają tylko najlepsi napastnicy na świecie.

Ten wasz boiskowy kolektyw najlepiej obrazuje lista ligowych strzelców GKS. Trzy bramki ma obrońca, Jacek Popek. Dwa trafienia masz na koncie Ty, Kuba Tosik, Dawid Nowak, Maciek Korzym oraz Mariusz Ujek.
- W każdym innym zespole jest zazwyczaj tak, że to napastnik ma najwięcej bramek. A reszta zdobywa po jednej, dwóch bramkach. Ta lista strzelców pokazuje, że wszyscy razem jesteśmy mocno zaangażowani w grę ofensywną. Jacek Popek potrafi odnaleźć się przy stałych fragmentach gry i doskonale wykorzystuje wtedy swoje okazje. Chwała mu za to. Plusem jest mieć w drużynie takich zawodników, którzy skupiają się na grze defensywnej, ale potrafią odnaleźć się również i z przodu.

W między czasie nabawiłeś się urazu, który wykluczył Cię na pewien czas z gry. To są chyba najgorsze chwile dla zawodnika, że musi przechodzić żmudną rehabilitację, w chwili kiedy koledzy grają i wygrywają.
- Owszem. Byłem na każdym z ich spotkań. Bardzo miło było oglądać  to, że pomimo kontuzji w zespole potrafiliśmy dalej grać tak samo. Nasz braki kadrowe były niewidoczne. To jest nasz kolejny atut. Mamy wyrównaną kadrę, która ponadto jest bardzo dobrze szkolona.

Puchar Polski w Bełchatowie to temat tabu. GKS po raz piąty z rzędu kończy swą przygodę już na pierwszej rundzie. W tym sezonie przegraliście 3:1 z Koroną Kielce.
- Od kilku lat jest to dla nas jak zły sen. Co roku marzymy o tym aby awansować jak najdalej, a nam się to nie udaje. Od kiedy ja jestem w Bełchatowie to przegraliśmy z Odrą Opole, Stalą Stalowa Wola i Koroną. Grałem w dwóch z tych spotkań. Czasami rzeczy, które dzieją się na boisku są dla mnie rzeczami niewytłumaczalnymi. Mecz z Koroną był bardzo dziwnym spotkaniem. Przecież ten sam zespół przyjechał do nas tydzień później, przegrał 1:0, choć wynik mógł być znacznie wyższy. To jest właśnie piękno futbolu. Każdy może wygrać z każdym.

fot. Arkadiusz Modliński

Czy fakt, że później walczyliście już tylko w lidze, w jakiś sposób wam pomógł? Koncentrowaliście się wtedy tylko i wyłącznie na spotkaniach ligowych.
- Tak, tylko trzeba pamiętać, że nasza kadra jest bardzo liczna. A zawodnicy muszą mieć gdzie grać. Nie ma Pucharu Ekstraklasy, nie gramy już w Pucharze Polski. W tej rundzie mamy siedemnaście spotkań, na wiosnę tylko trzynaście, co jest żenujące. Bo my będziemy trenować i odpoczywać dłużej niż trwać będzie runda wiosenna. Ten temat powinien być poruszany na skalę całej Polski. Inne drużyny są w ciągłym cyklu meczowym, w całym sezonie mają tylko miesięczną przerwę i to jest chyba dobre rozwiązanie. Później ciężko znaleźć sposób na przygotowanie zespołu z powrotem do gry, mając na uwadze fakt, że wcześniej była trzymiesięczna przerwa w rozgrywkach. Trzy miesiące trenujesz tylko po to, by rozegrać rundę, która będzie trwała tylko dwa miesiące. To jest bezsensowne. To jednak jest już problem ludzi, którzy są gdzieś nad nami. Dla nas to jest śmieszne.

Komentarze (0)