Z głębokim żalem informujemy, że w środę rano w bełchatowskim szpitalu zmarł Kazimierz Jasiński, człowiek legenda bełchatowskiego kolarstwa. Olimpijczyk z Meksyku, uczestnik Wyścigu Pokoju, mistrz Polski, z Bełchatowem związany jako trener i działacz. Wychowawca wielu znakomitych kolarzy, współtwórca potęgi LKS Bełchatów oraz kolarskiej sekcji Omegi Kleszczów i klubu LSKK Lityński Bełchatów. Od ponad roku zmagał się z nowotworem. Miał 66 lat.
Swój najważniejszy wyścig - o życie - Kazimierz Jasiński przegrał w środę rano, 25 stycznia. Ostatnie lata spędził w Stanach Zjednoczonych, jednak na trzy miesiące przed śmiercią powrócił do swego ukochanego Bełchatowa, gdzie miał rodzinę i przyjaciół. Nie był bełchatowianinem. Urodził się w miejscowości Lipie-Miklas koło Lipska, niedaleko Radomia, z którym związał swoją młodość. Do Bełchatowa przyjechał w 1976 roku i tutaj osiadł na stałe. Tutaj też pozostanie na zawsze...
Swoją sportową przygodę z kolarstwem Kazimierz Jasiński rozpoczął w Radomiaku Radom w 1963 roku, a już dwa lata później trafił do kadry narodowej juniorów. Był jednym z najzdolniejszych kolarzy tamtego pokolenia. Dodajmy, pokolenia wybitnego, które wydało na świat zwycięzców Wyścigu Pokoju, mistrzów świata i medalistów olimpijskich. Choć trzeba przyznać, że jako kolarz Kazimierz Jasiński nie osiągnął wszystkiego co mógł. Nie dopisało mu szczęście, które w kolarstwie, jak w każdym sporcie jest niezwykle ważne. Miał pecha na Igrzyskach Olimpijskich w Meksyku w 1968 roku, gdy przebił dętkę, a meksykańscy serwismeni nie kwapili się z dostarczeniem mu nowego koła i stracił szanse na dobre miejsce, choć był w szczytowej formie.
Niepowodzenie na igrzyskach odbił sobie w tym samym roku zdobywając tytuł mistrza Polski. Wcześniej dwukrotnie był mistrzem kraju w drużynie, w barwach Legii Warszawa, w której odrabiał wojsko. Rok 1968 był w ogóle dla niego najlepszy. Oprócz startu w igrzyskach i tytułu mistrza kraju był także w zwycięskiej drużynie, która wygrała Wyścig Pokoju, w tamtym czasie najbardziej prestiżową wieloetapówkę w amatorskim peletonie.
Kazimierz Jasiński w czasach startów / fot. http://www.echodnia.eu
Potem było już gorzej. Karierę zawodniczą zakończył w 1974 roku w Broni Radom. - Na początku lat 70. spotkaliśmy się w Legii Warszawa, gdzie ja byłem w wojsku, a on przygotowywał się do swoich ostatnich mistrzostw Polski jako zawodnik - mówi Stefan Piasecki, trener LSKK Lityński Bełchatów, który jeszcze ścigał się z Kazimierzem Jasińskim, a potem był jego podopiecznym.
Po zakończeniu kariery Kazimierz Jasiński ukończył studia na AWF w Warszawie i w 1976 roku przyjechał do Bełchatowa, który był wówczas prężnym ośrodkiem kolarskim. W tym czasie do LKS trafili też Stefan Piasecki i Jan Krawczyk, którzy szybko spod ręki Kazimierza Jasińskiego awansowali do kadry narodowej. - Był wymagającym trenerem, ale też bardzo opiekuńczym, zawsze murem stojącym za swoimi zawodnikami, za którymi wskoczyłby w ogień - podkreśla Stefan Piasecki. - Zawsze bardzo dbał o klub, który stawiał ponad swoimi interesami, ciągle coś załatwiał, biegał, starał się zdobyć jak najwięcej dla klubu.
Z Kazimierzem Jasińskim w LKS Bełchatów spotkał także się m.in. Bogdan Stasiak, obecny trener kolarzy Stomilu. Obaj zaczynali pracę szkoleniową w tym samym czasie, Bogdan Stasiak szkolił młodzież, a Kazimierz Jasiński pracował z seniorami. - Oczywiście często trenowaliśmy razem, wyjeżdżaliśmy razem na wyścigi. W sumie pracowaliśmy razem z 15 lat. Potem jeszcze wspólnie działaliśmy trochę w Kleszczowie - wspomina Bogdan Stasiak. - Bardzo dużo nauczyłem się od Kazia. Kiedy przychodził był już na wysokim poziomie. Razem jeździliśmy na kursokonferencje, obozy. Kaziu był postępowym trenerem. Chwytał wszystko, chciał się uczyć, dużo czytał, próbował, podpatrywał, dopytywał i bardzo szybko się uczył. Chciał wprowadzać wszelkie nowinki, nawet takie, pojawiające się dopiero na świecie. Dzięki niemu mieliśmy w Bełchatowie jeden z pierwszych rowerów w Polsce do jazdy na czas. Stefan Janowski zdobył na tym rowerze mistrzostwo Polski w 1981 roku, wyprzedził wówczas Czesława Langa - podkreśla. - Kaziu był człowiekiem oczytanym, inteligentnym, fajnie się z nim współpracowało. Dał się lubić i był naprawdę „Kozakiem” w swoim fachu. Także prywatnie często się odwiedzaliśmy. Jego żona często zajmowała się moimi dziećmi, gdy chorowały, zawsze wiedziała kiedy postawić bańki, czy jaki lek podać. Do dzisiaj się przyjaźnimy.
Spod ręki Kazimierza Jasińskiego wyszło wielu znakomitych kolarzy, wspomniany Stefan Janowski zdobył dla Bełchatowa pierwszy w historii złoty medal mistrzostw Polski seniorów. Największe sukcesy spośród jego podopiecznych odnosił jednak Jan Krawczyk, który trzy razy startował w Wyścigu Pokoju (w 1979 był 6.) i cztery razy w mistrzostwach świata (w 1979 r. był 7.), rok 1979 kończąc jako drugi najlepszy kolarz wśród amatorów. Miał nominację olimpijską na igrzyska w Moskwie, ale z udziału w olimpiadzie wyeliminował go wypadek.
Podczas wizyty w Radomiu w 2009 roku / fot. Szymon Wykrota http://www.echodnia.eu
- Kaziu miał smykałkę do przygotowania zespołu do drużynowej jazdy na czas, a także jazdy dwójkami i indywidualnych czasówek. W wyścigach ze startu wspólnego szło już jego podopiecznym różnie - mówi Stefan Piasecki. Dodajmy, że w działającym w latach 80-ych w Bełchatowie Centrum Przygotowań Olimpijskich dla kolarzy Kazimierz Jasiński był trenerem-koordynatorem.
Kazimierz Jasiński w LKS Bełchatów pracował praktycznie do końca lat 80-tych. Na skutek nieporozumień z wieloletnim prezesem klubu Marianem Sobutkowskim odszedł i powołał sekcję kolarską w Omedze Kleszczów, gdzie był trenerem i kierownikiem sekcji. W 1994 roku współtworzył nowy klub LSKK Lityński Bełchatów, gdzie trenował aż do swojego wyjazdu do Stanów Zjednoczonych w 1999 roku. - Miał ośmioro dzieci, wyjechał za chlebem - mówi Bogdan Stasiak.
W USA imał się różnych zajęć. Zamieszkał w Pensylwanii, ale w ostatnim czasie jego domem był wielka ciężarówka, dokładnie taka jaką znamy z amerykańskich filmów. Wielkim tuckiem przemierzał amerykańskie stany wzdłuż i wszerz. - Lubił jeździć, to dawało mu radość - mówi Bogdan Stasiak. - Ostatnio mówił, że już z pięć razy okrążył Kulę Ziemską tą swoją ciężarówką - dodaje z uśmiechem. - Ale też jeździł na rowerze. Praktycznie do końca, dokąd był w stanie jeździł rowerem.
O tym, że ma raka Kazimierz Jasiński dowiedział się ponad rok temu. W listopadzie ubiegłego roku wrócił na stałe do Bełchatowa. Leczył się w łódzkim szpitalu im. Kopernika, ale nowotwór rozsiał się już po całym organizmie. Nie było już szans na wyzdrowienie. Kazimierz Jasiński zmarł w wieku 66 lat, we środę rano na oddziale paliatywnym bełchatowskiego szpitala wojewódzkiego. Zostawił żonę i ośmioro dzieci.
Jego pogrzeb na cmentarzu w Bełchatowie odbędzie się w najbliższą sobotę, 28 stycznia o godz. 12.00. Przyjaciele i dawni podopieczni chcą go pożegnać muzyką z czołówki Wyścigu Pokoju...

POLLXT_LOADING
Komentarze
Rest In Peace...
Pożegnaliśmy Pana "Kazka" dzisiaj w sposób godny mistrza ! Mowa pożegnalna Przewodniczącego Rady Wojewódzkiej Zrzeszenia LZS w Łodzi - Marka Mazura i przygotowana przez Mariusza Zawadzkiego czołówka - "hymn" - Wyścigu Pokoju zmusiły nas - znajomych, przyjaciół i dawnych podopiecznych - do uronienia łez. Cieszę się, że na ostatni etap w swoim życiu przyleciał do ojczyzny i my byliśmy z nim na ostatnim finiszu. Teraz siedząc w zadumie i wspominając wspólnie przeżyte z Mistrzem lata wiem, że patrzy na nas z nieba i cieszy się że przyszliśmy go pożegnać.