jonski_miniBełchatów karate stoi. Po Hubercie Grochowskim, medal z mistrzostw świata w karate przywiózł inny bełchatowianin, wuefista z "dziewiątki" - Tomasz Jończyk który został brązowym medalistą mistrzostw świata w karate tradycyjnym, federacji ITKF. Zawody rozegrano w brazylijskiej Kurytybie.

W XV mistrzostwach świata w karate tradycyjnym wystartowały 34 reprezentacje narodowye. Tomasz Jończyk, wraz partnerem Bartoszem Skwarskim z klubu Lubelski KTT wystartowali w widowiskowej konkurencji em-bu, w której wzięło udział trzynaście drużyn. - Em-bu to walka techniczna, choreograficzna, która trwa około minuty i jest w niej pokazana cała istota karate, czyli cios kończący „todome waza” - tłumaczy Tomasz Jończyk. - Wszystkie kopnięcia i ciosy zadawane są z pełną siłą jednak tylko ten ostatni cios kończący może dojść do celu. Wszystkie inne są blokowane. Wygląda to bardzo realnie, jest to rodzaj walki - dodaje. - Do tej pory mam jeszcze rękę spuchniętą.

Bełchatowskiemu karatece i jego partnerowi zabrakło niewiele do medalu srebrnego, jedynie 0,3 punktu. W eliminacjach brało udział 13 drużyn, których występy były punktowane. Polacy wraz z Włochami, Rumunami i gospodarzami z Brazylii weszli do ścisłej finałowej czwórki. - Finały odbyły się następnego dnia – opowiada bełchatowski karateka. - Rywalizowaliśmy między sobą w systemie punktowym, ocenianym przez sześciu sędziów. Do srebrnego medalu zabrakło nam na prawdę niewiele. Za to nasza przewaga nad czwartą Brazylią była ogromna – dodaje.

Złoto wygrali Włosi, przed Rumunami, Polakami i Brazylią. - W przyszłym roku są mistrzostwa Europy, spotkamy się z tymi samymi przeciwnikami, mam nadzieję, że będzie lepiej – mówi Tomasz Jończyk. - Chociaż nie ukrywam, że jest to wielki sukces. Brązowy medal na mistrzostwach świata prawdziwego, oryginalnego japońskiego karate.

jonski1

Dla laika, który karate nie specjalnie się interesuje nazwa federacji ITKF niewiele mówi. Zwłaszcza, że federacji w światowym karate jest wiele, mistrzów świata również. - Jest wiele federacji, wielu mistrzów, ale tak na prawdę karate oryginalne, japońskie jest jedno – tłumaczy Tomasz Jończyk. - Stanowi je federacja ITKF, to pierwsza i w zasadzie jedyna liga, oryginalnego japońskiego karate.

Podział w karate rozbija dyscyplinę i skutecznie blokuje awans tej sztuki walki na igrzyska olimpijskie. Warto podkreślić, że kilka tygodni temu inny bełchatowianin, licealista Hubert Grochowski został wicemistrzem świata w karate federacji FSKA. - Znam chłopaka, natomiast nie jest to to samo – mówi Jończyk. - Nie chcę tego oceniać, ale ludzie tego nie wiedzą, że ktoś startuje w zawodach ITKF, a ktoś inny w dajmy na to federacji FSKA, gdzieś tutaj w Polsce na mistrzostwach świata. To jest paranoja. Dla laika to nie do rozpoznania. Tu mistrz świata i tu mistrz świata. Dlatego podkreślam bardzo często, że ITKF to jest oryginalne japońskie karate, liga numer jeden w tej chwili. Jak mówił twórca karate Gichin Funakoshi - karate jest jedno. W ostatnich latach XX wieku powstało wiele odprysków tak na prawdę niewiele znaczących od oryginalnego karate. Ludzie zakładali swoje federacje, odchodzili od największych mistrzów. Chcieli w ten sposób zaistnieć. Dlatego karate podzieliło się. Jest wiele federacji, małych, większych, które podchodzą bardziej w sposób sportowy do karate. Ale prawda jest taka, że oryginalne karate jest jedno i my staramy się trzymać poziom oryginalnego japońskiego karate tak jak nauczał Gichin Funakoshi i jego uczeń Hidekaka Nishiyama - podkreśla.

jonski

Tomasz Jończyk, w nomenklaturze karate tradycyjnego, nosi oczywiście czarny pas i stopień 2 dan. Jest instruktorem karate tradycyjnego. Stopni dan jest 9, do piątego zdaje się je poprzez fizyczny egzamin. Jak podkreśla Jończyk trzeba napisać pracę na temat karate i ją obronić. Powyżej piątego dana stopnie nadawane są za zasługi i są to tzw. stopnie profesorskie. - Dlatego dziwne jest, że są w Polsce ludzie, którzy uprawiają karate 20-25 lat a zakładają sobie siódme, ósme dany. To jest pomyłka! - irytuje się bełchatowski medalista mistrzostw świata. - W oryginalnym karate nasz nauczyciel Hidekaka Nishiyama po śmierci dostał 10 dan. Jest on nadawany pośmiertnie. Natomiast w Polsce są ludzie, którzy sami sobie nadają 10 dany, mają 9 dany!

Sukces Tomasza Jońsczyka jest więc szczególny. Ale jak mówi na medal zapracował wieloletnim mozolnym treningiem. - Karate zaczynałem w Szkole Podstawowej nr 9 u trenera Krzysztofa Dużyńskiego – mówi. Od 12 lat Tomasz Jończyk trenuje w Łodzi, w Akademickim Klubie Karate, pod kierunkiem Włodzimierza Kwiecińskiego, selekcjonera kadry narodowej i jednego z największych autorytetów karate tradycyjnego na świecie. - Karate zajmuję się od dwudziestu lat, najpierw tutaj w Bełchatowie, a odkąd poszedłem na studia do Łodzi rozpocząłem treningi karate tradycyjnego – dodaje.

jonski2

Tomasz Jończyk ma na koncie wiele sukcesów na arenie krajowej. Medal z Kurytyby to niewątpliwie największe osiągnięcie w jego sportowej karierze. - Jestem wielokrotnym medalistą mistrzostw Polski. Od siedmiu lat jestem w kadrze narodowej - mówi. W tym roku bełchatowianin zdobył wicemistrzostwo kraju.

Polska kadra narodowa w karate tradycyjnym liczy około 30 zawodników. Na mistrzostwa świata do Brazylii pojechało ich 18 oraz dwóch trenerów i pięciu polskich sędziów. - Uczestniczyłem wielokrotnie w tym roku w zgrupowaniach kadry narodowej i na nich został wyłoniony skład reprezentacji – opowiada karateka. - Miesiąc przed zawodami dowiedzieliśmy się kto jedzie. Były to bardzo ciężkie przygotowania, które trwały około pół roku. Wielokrotnie spotykaliśmy się w Starej Wsi w centrum japońskich sztuk walki na zgrupowaniach, przez ostatnie dwa miesiące weekend w weekend, później mieliśmy jeszcze 10-dniowe zgrupowanie, szereg pokazów, startów kontrolnych. Na bazie tego wyłoniona została reprezentacja na mistrzostwa.

Centrum przygotowań kadry karateków znajduje się niedaleko, w Starej Wsi koło Przedborza. To jedno z największych dojo (z japońskiego „miejsce, w którym się rozpoczyna”), czyli ośrodków treningowych tradycyjnych sztuk walki na świecie. Na ponad 60 hektarach są sale ćwiczeniowe, centrum odnowy biologicznej, japońskie domki. Większość materiałów do budowy ośrodka pochodzi właśnie z Japonii. Nawet dachówka jest sprowadzona z Kraju Kwitnącej Wiśni. Podczas zgrupowań zawodnicy śpią na futonach, czyli tradycyjnych japońskich matach. - Warunki są tam fantastyczne - mówi Tomasz Jończyk.

jonski4

Choć warunki do przygotowań były niemal idealne, trening kosztował sporo wyrzeczeń. - Ostatnie pół roku był to najcięższy okres w mojej karierze karate – mówi Tomasz Jończyk. - Bardzo ciężki, żmudny trening, wymagający wielu wyrzeczeń, przez trzy miesiące nie miałem weekendu wolnego, praktycznie cały czas byłem na zgrupowaniach kadry - dodaje.

Oczywiście jak to często w mało medialnych dyscyplinach bywa, z medalem mistrzostw świata w karate nie wiążą się żadne gratyfikacje finansowe. Spora w tym „zasługa” wspomnianych podziałów w samej dyscyplinie. - Oczywiście są stypendia sportowe, ale karate nie trenuje się przecież dla pieniędzy – podkreśla Tomasz Jończyk. - Ja trenuję karate wyczynowo, ale wielu ludzi traktuje to jako hobby, sposób na życie i tak na prawdę nie da się do tego podchodzić inaczej, bo to jest pewna filozofia życia. Nie trzeba brać udziału w zawodach, ale żeby być dobrym w karate trzeba systematycznie uczestniczyć w treningach, a jest to bardzo ciężki i przede wszystkim żmudny trening, gdzie wiele elementów często się powtarza. Jednak tylko w ten sposób można dojść do perfekcji. Trzeba do tego podchodzić z pasją, inaczej się nie da.

Ze słonecznej Brazylii Tomasz Jończyk wrócił do polskiej zimowej rzeczywistości. Jest nauczycielem wychowania fizycznego w SP nr 9. - Z kolegą Arielem Kameckim prowadzę także sekcję Łódzkiej Akademii Karate Tradycyjnego, szkolimy dzieciaki, wyjeżdżamy z nimi na zawody, obozy, mamy profesjonalną matę do treningów – mówi instruktor. - Mam nadzieję, że nasze dzieciaki będą zdobywać medale tak jak my. Zresztą, już zdobywają na arenie okręgowej i Pucharu Polski dla dzieci – dodaje.

jonski3

Po udanych mistrzostwach świata dla Tomasza Jończyk nadszedł czas na zasłużony odpoczynek. - Teraz jest okres roztrenowania – mówi. - Muszę wyleczyć kontuzje, bo mam ich sporo. W maju są mistrzostwa Polski, w listopadzie mistrzostwa Europy w Izraelu, to dwa duże i bardzo ciężkie starty. Od stycznia zaczynam przygotowania – dodaje.

Na mistrzostwach świata ITKF w Kurytybie reprezentacja Polski zdobyła w sumie siedem medali, 1 złoty, 4 srebrne i 2 brązowe medale (w tym bełchatowianina).

- Jeśli mogę chciałbym podziękować dyrekcji Szkoły Podstawowej nr 9 za umożliwienie mi wyjazdów na zgrupowania i zawody, ponieważ bardzo często wiązało się to z nieobecnościami w pracy zawodowej. Chce podziękować także kolegom, którzy zastępowali mnie na zajęciach – kończy Tomasz Jończyk.