logo podstawoweCzy PGE Skra Bełchatów "kupiła" sobie po raz kolejny wejście na europejskie salony? Na to wygląda, ponieważ organizacja po raz trzeci przez bełchatowian turnieju Final Four jest co najmniej zaskakująca. Już druga tego typu impreza, w 2010 r., miała słodko-gorzki smak. Tegoroczna będzie już naprawdę wyciskanym na siłę sokiem z cytryny, który wywołuje grymas na naszych twarzach.

Do skrzynki pocztowej naszej redakcji wpłynął e-mail od wieloletniego kibica Skry, który od kilkunastu lat kupując karnet miał przyjemność oglądania spotkań swojego ulubionego klubu. Jednak o nim, jak i o większości mu podobnych, działacze chwilami zapominają, mając przed oczami inne priorytety.

- Droga redakcjo, piszę bo straszliwie dziwi mnie to, w jaki sposób komentowane jest przyznanie Skrze po raz trzeci w przeciągu ostatnich lat organizacji Final Four. Powiem szczerze, że ja odebrałem to jako zabranie naszym zawodnikom szansy udowodnienia swojej wielkiej klasy na boisku. Decyzja niesprawiedliwa, krzywdząca i niesportowa. A wokół poklask i potakiwanie - brzmi pierwszy akapit długiego pisma od fana bełchatowskiej siatkówki.

- Na profilu Facebook Skry roi się od laurek dla zarządu. "Juuuhhuuuu!!! Mamy wspaniałych kibiców co zapewni atmosferę podczas Final Four", "Super, nigdzie indziej nie ma takiej atmosfery jak u nas!", "Teraz znowu zazdrosne dzieciaczki będą płakać, że Skra wykupiła sobie Final Four". Czytając między innymi te wpisy, odpowiedzcie sobie wszyscy na pytanie: Czy super atmosfera (chociaż ja mam kompletnie odmienne zdanie, bo doping jest strasznie sterowany przez p. Kułagę i nie ma w nim spontaniczności) może dać szansę temu, że zespół omija dwie rundy i dostaje się do półfinału? Wiem, że ściany pomagają gospodarzom, ale pomagają im wywalczyć zwycięstwo, a nie wygrać bez walki! Ostatni z postów jest sam w sobie zabawny (o dzieciaczkach pisała osoba… ekhm… nie najstarsza). Te dzieciaczki, o których ta osoba mówi - mają 100% racji. Ale jak o tym przekonać innych?

stad__20120106_051

Myślę sobie - może to ja jestem starym malkontentem i się nie znam. Aż podzwoniłem po znajomych, starych kibicowskich wyjadaczy i pytam, co o tym sądzą? Wszyscy byli zgodni - absurd, kpina, żenada. Tym bardziej zainteresowało mnie to, kto popiera tę inicjatywę. I cieszę się, że to sprawdziłem. Okazało się, że z FF w Łodzi cieszą się młode dziewczyny (wiek gimnazjalno-licealny), których nie interesuje sport, siatkówka i inne pierdoły. Dla nich numer jeden to obejrzenie ślicznego Kaziyskiego, zrobienie sobie fotki ze słodziutkim Juantoreną i wstawienie sobie zdjęcia na portal społecznościowy z podpisem "Finał siatkówki Łódź".

Niestety, zarząd zakpił z prawdziwych kibiców-koneserów siatkówki i zrobił frajdę ludziom, którzy o prawdziwej rywalizacji nie mają pojęcia, a którzy Skrą zainteresowali się pewnie w okolicach października (w porywach będą to jakieś trzy lata). Ale właśnie ta grupa, która od Skry odwróci się za tydzień, miesiąc, rok lub pół, a na pewno w chwili gdy przestanie ona odnosić sukcesy, jest teraz dla zarządu wygodnym wytłumaczeniem. A dla mnie ciosem poniżej pasa!

Prezes Piechocki stwierdził, że jego zespół stać by było na wejście do finałowej czwórki i wyeliminowanie dwóch rywali. Organizację FF odebrał jako nagrodę dla polskich kibiców, którzy zasłużyli, by oglądać z trybun najlepszych siatkarzy świata. - Walczymy wraz z nimi, więc chcemy dać im szansę zobaczenia takiego wydarzenia z trybun - miał powiedzieć.

-01892

Fantastycznie! Szkoda tylko, że ci najlepsi siatkarze świata przyjechaliby do Łodzi na 1/8 i ćwierćfinał, bo Skra nie byłaby rozstawiona! Poza tym skoro to CEV miał problem, to Skra przecież mogła narzucić swoje warunki i powinna zażądać trybu, w którym 16 drużyn walczy o 4 miejsca w turnieju finałowym. Koneserzy doskonale wiedzą, że po drodze w meczach z Cuneo, Zenitem, czy nawet Arkasem nie mielibyśmy spacerku! Skra nie ma prawa po tym turnieju mówić, że jest (w najgorszym przypadku) czwartą drużyną Europy. Ominęła dwie rundy, bez niej wyeliminowano 9 czołowych zespołów!

Niesmacznym było już załatwianie sobie miejsca w tym turnieju dwa lata temu. Już wtedy większość osób zastanawiało się, co wtedy chce udowodnić Skra. Prezes Piechocki zarzekał się, że był to jest to/był to ostatni tego rodzaju turniej organizowany przez Skrę. I taki pogląd utrzymywał do czwartku (co najgorsze uparcie go potwierdzał jeszcze we wtorek) mniej więcej do 13:00. A tu nagle pstryk i mamy Final Four.

Najbardziej pokrzywdzeni są zawodnicy. Prezes dał im do zrozumienia w prostym przekazie: "Sorki chłopaki, jesteście za słabi, sami nie awansujecie. Nie wierzę w was." Skąd te wnioski? Po jednym meczu w Tours? Oni niestety boją się narzekać publicznie, bo w końcu kto podważy wolę prezesa. Decyzja im się nie podoba, ale chcą być anonimowi. Nie ma się co dziwić, sportowo nie awansowali do finału! Nie mieli takiej szansy.

przedpelski

Do tego rola prezesa Przedpełskiego, który naciskał na ten turniej. Dlaczego tym naciskom nie uległ prezes Pietrzyk? Teraz prezes Mirosław będzie przypinał ten turniej jako kolejny swój wielki sukces. Fakt - F8, dzika karta na PŚ, teraz FF. Polska zaczyna być obok Japonii drugim największym skupywaczem imprez. Niby fajnie, ale pokazuje to tylko jak bardzo niszową dyscypliną jest siatkówka, a takim działaniem polska federacja sprawia, że volley jest jeszcze bardziej zaściankowy.

Najlepiej "sukces organizacyjny Skry" opisał jeden kibic z Kędzierzyna na forum internetowym: "Gdzie tu widzicie sukces Skry i PZPS? Nikt nie chciał podjąć się organizacji, każdy wykręcał się jak tylko mógł. Sukces odniósł zatem CEV bo znalazł wreszcie łosia do organizacji turnieju."

Błagam, jeśli można to jakoś odkręcić, to zróbcie coś, aby o wejściu do FF decydował tylko sport. Niech 16 drużyn powalczy o 4 miejsca i wtedy ci najlepsi spotkają się w Łodzi. Jeśli wtedy wśród nich będzie Skra, będziemy mieć legendarny turniej w Polsce
- kończy błagalnym tonem sympatyk żółto-czarnych.

dpp_3211_resize
Ostatnio w Łodzi świętowało Trentino, kto teraz stanie na najwyższym stopniu podium? fot. Andrzej Juchniewicz (BTF)

Na koniec przytoczymy zdanie osoby, która o siatkówce pisze codziennie, ale hasło "Final Foru po raz trzeci w Łodzi" wywołało mało pozytywne emocje. - Cieszą się działacze, kibice i panowie z europejskiej federacji. Kolejny raz będą wychwalać nas pod niebiosa za organizację na najwyższym poziomie, niezwykłą atmosferę w hali i wspaniały doping publiczności. I znów będą nam mydlić oczy wyszukanymi epitetami jak fantastyczny był to turniej. Ale w tej całej euforii znajdą się tacy, którzy powiedzą, że Skra weszła do Final Four tylnymi drzwiami. Powiedzą, że po raz kolejny kupiła sobie awans. Powiedzą, że bogaci mają łatwiej i mogą więcej. I co najgorsze - będą mieli rację. A na tym wszystkim ucierpią siatkarze. Gracze, którzy wylewają na treningach siódme poty, aby w sportowej rywalizacji wywalczyć awans. Oni nie potrzebowali machlojek przy stoliku i kolejnej darowizny. Oni zasłużyli na to, aby swoją wielkość udowodnić na boisku - powiedziała ta osoba.

Pierwszy turniej FF, który został rozegrany w Łodzi cztery lata temu był dla naszej redakcji dużą radością. Choć serwis nie funkcjonował, my opisywaliśmy sukcesy bełchatowian dla inncyh tytułów. Dwa lata temu FF szczegółowo relacjonowaliśmy dla Was to, co się działo w Atlas Arenie. Był show, była zabawa, ale gdzieś już wygasał w nas płomien radości z tego powodu. Trzeci turniej "najlepszej czwórki" to już za wiele, bo nie dają radości sukcesy, które się kupuje. Najmocniej smakuje to, co wywalczy się swoimi siłami. Tutaj jak ulał pasowałyby słowa "Tylko cierpliwość może przynieść nadzwyczajne zyski". Choćby Skra miała teraz próbować samodzielnie awansować do FF dwadzieścia lat, to powinna to czynić! A wtedy nawet i brązowy medal zawieszony na szyi smakowałby jak złoto, który dumnie można schować w domowym zaciszu.