Waldemar Stawowczyk mistrzem świata

2018-03-17 01:27:59

Waldemar Stawowczyk mistrzem świata

Waldemar Stawowczyk został mistrzem świata federacji WSA w wyścigach psich zaprzęgów. Ze szwedzkiego Sveg przywiózł złoty medal w jednej z dwóch klas, w których startował.

2-Dogs-2 (dwa psy północy w zaprzęgu) i 4-Dogs-2 (cztery psy północy w zaprzęgu) - czyli dwie swoje sztandarowe konkurencje obstawił bełchatowski maszer Waldemar Stawowczyk w mistrzostwach świata w szwedzkim Sveg. I nie ukrywał, że w obu jechał po złote medale.

W zaprzęgu z czterema psami po pierwszym dniu trzydniowego cyklu Stawowczyk planowo prowadził z ponad minutową przewagą nad innym Polakiem Mikołajem Waśkowskim. Również drugiego dnia zawodów wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Dopiero na mecie okazało się, że jest problem. Wskaźniki check pointów pokazały ominięcie części trasy. Jak przyznaje sam Stawowczyk, nie zauważył znaku kierującego go na ostatnią dwukilometrową pętlę. Zamiast w lewo pojechał w prawo skracając trasę, co z automatu oznaczało dyskwalifikację i koniec udziału w tej konkurencji.

[Zobacz więcej zdjęć z zawodów]

- Nie mogę powiedzieć, że nie jest mi z tego powodu przykro. Jest i to bardzo - podkreśla Waldemar Stawowczyk. - Psy były doskonale przygotowane, poświęciliśmy na to ostatnie cztery miesiące treningów. W Sveg biegły jak w amoku, były pięknie zsynchronizowane, pracowały wytrwale i równo. Gorzej moja głowa, zawiodła. Zabrakło tak niezbędnej koncentracji – mówi z pokorą maszer. - Dziś nic już nie zrobię, mogę tylko uderzyć się w pierś. Mistrzostwa wygrywa się nie tylko przygotowaniem fizycznym, ale i mentalnym. Mnie rozkojarzenie kosztowało jeden, bardzo cenny złoty medal, na szczęście został on w Polsce. Opowiadam o tym wszystkim dlatego, żeby unaocznić, że mushing to sport, który potrafi przynieść nieoczekiwane zwroty akcji. Jest piękny, ale podobnie jak inne dyscypliny sportu ma w sobie element dramatyzmu.



To musiało podziałać na bełchatowskiego maszera mobilizująco. W klasie 2-Dogs-2 rozłożył rywali na łopatki. Startując ze swoją niepokonaną parą "czarnmych diabłów" - Shantu i Ulvarem nie dał przeciwnikom szans.

Każdego kolejnego dnia zawodów, po każdym biegu bełchatowianin powiększał tylko przewagę nad głównym rywalem, Rosjaninem Sergiejem Mishinem, z którym zacięte boje toczy od lat oraz nad starającym się złapać ich rytm Finem Jane Harkonenem. Ostatecznie Rosjanin stracił do Polaka ponad 4, a Fin ponad 10 minut. Reszta stawki była jeszcze dalej.

.

Stawowczyk podkreśla, że ten start był dla niego wyjątkowy:  - Mój najbardziej doświadczony pies, Shantu ma 11 lat i start w Sveg był jego ostatnim występem na mistrzostwach świata. Za dwa lata, z racji wieku na pewno nie stanie już do biegu. Bardzo mi zależało, by tak jak zaczął i tak jak biegł przez całą swoją karierę, zakończył ją. Udało się! Na przestrzeni swojej 10-letniej kariery ten pies, tylko w warunkach śnieżnych, zdobył pięć złotych medali MŚ i trzy złota mistrzostw Europy. Shantu nigdy nie zszedł z pierwszego miejsca. Nigdy. To pies, któremu zawdzięczam w swojej sportowej karierze chyba wszystko, dlatego też całe skupienie poświęciłem w tym sezonie jemu – mówi z wzruszeniem Stawowczyk

M.in. dzięki medalowi Stawowczyka 10-sobowa reprezentacja Polski wygrała klasyfikację medalową w Sveg, wygrywając biegi w aż pięciu klasach.

Dla Waldemara Stawowczyka złoto w Sveg domyka udany sezon startów (m.in. w Austrii, Niemczech, Czechach).

fot. Magdalena Jaśkiewicz-Stawowczyk

 

Artykuł dodał: Maciej Wiśniewski

 

<< powrót do wszystkich aktualności

social icon social icon social icon social icon
Projektowanie stron internetowych Master-NET | Polityka prywatności | 613161 odwiedzin