Pietroń: Nie wyobrażam sobie, aby mogło zabraknąć walki i zaangażowania na boisku

2018-03-16 00:08:08

Pietroń: Nie wyobrażam sobie, aby mogło zabraknąć walki i zaangażowania na boisku

- Mam nadzieję, że większy głód piłki spowodowany dłuższym czekaniem wyzwoli w nas jeszcze więcej energii i to nam pomoże już w pierwszym meczu z Jastrzębiem. Łatwo nie będzie, ale przecież nikt nie obiecywał, że tak miało być - mówi tuż przed inauguracją rozgrywek wiosennych w rozmowie z naszym serwisem, 29-letni pomocnik PGE GKS Bełchatów, Łukasz Pietroń.

Adam Kieruzel (BELsport.pl): Przyszedłeś z Elbląga do Bełchatowa ponad 8 miesięcy temu, a więc jak byś porównał Górniczy Klub Sportowy z tymi, w których miałeś okazję grać dotychczas w swojej karierze?

Łukasz Pietroń (pomocnik PGE GKS-u Bełchatów): - W ogóle nie żałuję przyjścia do Bełchatowa. Ostatnio znajomi z Elbląga pytali, czy ja tego nie żałuję, bo oni są teraz ode mnie wyżej. Nawet jeżeli bym wcześniej wiedział o tym, że w tabeli Olimpia będzie przed GKS-em, to i tak zdecydowałbym się na transfer do Bełchatowa. Nie mam czego żałować, bo jest mi tutaj dobrze. Stadion, organizacja w klubie i podejście do zawodników stoi na dużo większym poziomie niż w poprzednich klubach. Najważniejsze, żeby za tym poszły wyniki, bo jesienią daliśmy ciała.

Czy odejście z Olimpii do GKS to była całkowicie spontaniczna decyzja, czy jednak już wcześniej nad tym myślałeś?
- Sporo czasu spędziłem w Elblągu, a od odejścia z Olimpii nie mówiłem zbyt wiele o moich przenosinach do Bełchatowa, więc to chyba jest odpowiedni moment. Z drużyną z Elbląga miałem jeszcze przez rok ważny kontrakt. Dużo w tym klubie przeszedłem i nie boję się słów, że dużo dla tego klubu zrobiłem. Byłem tam na różnych warunkach, na różnych umowach i to są takie szczegóły, o których nie będę mówił. Powiem jednak, że ważne są też deklaracje słowne, jak i obietnice. Po sezonie odbyłem rozmowy z przedstawicielami klubu, czego rezultatem była moja prośba do włodarzy o zgodę na rozwiązanie umowy. Miałem trzy poważne oferty. Jedna to Bełchatów, druga to klub z I ligi, a trzecia oferta to poważna propozycja wyjazdu za granicę do niższych lig niemiecki, gdzie pieniądze były naprawdę godne. Po wielu problemach klub się zgodził na rozwiązanie umowy ze mną. Za co w późniejszym czasie im dziękowałem i mogę to zrobić po raz kolejny. Jednak później słyszałem od różnych osób, że dziwne jest, aby chłopak, który zrobił króla strzelców, odszedł z klubu w taki sposób. Może kogoś to boli, ale w Elblągu uznano, że ja ich oszukałem, bo myśleli, że wyjadę za granicę. Ja podpisałem kontrakt z ich ligowym rywalem, a po oficjalnej informacji nt. mojego odejścia z Olimpii dostałem sporo telefonów i propozycji, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Mimo to na pierwszym planie był GKS, bo od pewnego czasu byłem już w stałym kontakcie z trenerem Mariuszem Pawlakiem. Szkoleniowiec bardzo chciał mnie zobaczyć w barwach GKS-u, podobnie jak i włodarze. Kawał życia spędziłem w Elblągu, bo tam zaliczyłem z klubem dwa awanse i miałem niezły sezon w II lidze. Przecież jako zawodnik beniaminka zdobyłem króla strzelców na poziomie centralnym, zostawiłem tam mnóstwo znajomych, przyjaciół, trenera, któremu dużo zawdzięczam i cały czas utrzymuję ze wszystkimi kontakt. Ja więc oceniam czas spędzony w Elblągu w samych pozytywach. Nie wiem, jak ludzie z Olimpii życzą mi, ale ja im z całego serca życzę jak najlepiej.



Jak zachowywały się osoby związane z Olimpią oraz kibice z Elbląga, kiedy pojechałeś tam w koszulce GKS?
- Wśród większości tamtejszych kibiców mam spory szacunek. Zawsze na boisku dawałem z siebie maksimum i do tej pory, kiedy w meczu zdobędę bramkę, to piszą do mnie z gratulacjami, co jest bardzo miłe. Czy klub ma do mnie żal? Były celowo wysyłane do mnie jakieś sygnały, ale mam nadzieję, że kiedyś z pewnymi osobami to sobie wyjaśnię. Staram się być uczciwym człowiekiem i nigdy nie chciałbym kogoś oszukać. Na pewno nikogo do tej pory nie oszukałem. Wracając do pytania, to nie zagrałem tam wybitnego meczu, więc opuściłem murawę jeszcze przed końcem spotkania. Oczywiście rozległy się pojedyncze brawa, ale też pojedyncze gwizdy jak to bywa na stadionach w tej lidze. Najważniejsze dla mnie było zdanie osób ode mnie z drużyny, a przede wszystkim kapitana Patryka Rachwała, który z niejednego pieca jadł chleb. "Rambo" był zszokowany, że zawodnik, który zrobił tyle dla klubu, nie miał specjalnego powitania, czy nie została okazana wobec mnie jakaś wdzięczność, ale takie jest życie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś przyjdzie mi zagrać na obiekcie w Elblągu, choć nie ukrywam, że za rok cały zespół ma zamiar grać już na zupełnie innych stadionach.

Kiedy przyszedłeś do Bełchatowa jako najlepszy strzelec II ligi, to pojawiły się komentarze, że może i jesteś królem strzelców, ale jedynie z rzutów karnych, bo większość bramek zdobyłeś właśnie w ten sposób. Chyba skuteczne wykonanie kolejnej z rzędu "jedenastki" to nie jest łatwa sztuka?
- Dokładnie było tak, jak mówisz, ale to nie jest moja wina, że byłem wyznaczony w Elblągu do wykonywania rzutów karnych, i to nie jest moja wina, że było ich, tak dużo. Taki był styl naszej gry, że rywale faulowali nas we własnym polu karnym i sędzia bardzo często wskazywał na wapno. Cieszy mnie jednak to, że potrafiłem te rzuty karne zamieniać na bramki, bo każdy, kto wykonuje jedenastki lub kiedykolwiek miał taką przyjemność, wie, że nie jest to łatwa sprawa. Myślę, że potwierdzić może to Patryk Rachwał, który w Bełchatowie jest etatowym wykonawcą tych stałych fragmentów gry. Przede wszystkim ciężko jest strzelać po raz dziesiąty czy jedenasty w sezonie rzut karny, bo jesteśmy w takiej lidze, że wszystko jest dokładnie analizowane i przed każdym meczem czułem na sobie wzrok bramkarza, który gdzieś w głowie miał już myśl, że w przypadku rzutu karnego wie, co ja będę chciał zrobić. Mimo niewielkiego stażu w klubie miałem już okazję dwukrotnie zastąpić w tej roli "Rambo". Raz byłem do tego wyznaczony, bo Patryka nie było na boisku, a za drugim razem byłem wyznaczony jako drugi po Rachwale, ale było krótkie hasło do Patryka "Czy mogę?". On kiwnął głową, bo wiedział, że bardzo chcę strzelić i pozwolił mi na to, więc w tym duża dla niego klasa. Nie ukrywam, że po meczu Patryk powiedział mi kilka ważnych słów na ucho, ale zachowam treść tego przekazu dla siebie. Jedynie zaznaczę, że to było bardzo miłe z jego strony. Pozostaje mieć nadzieję, że wiosną będziemy mieli tyle okazji do zdobywania bramek z rzutów karnych co ja w Elblągu.



Nawiązując do tego, co działo się ostatnim czasie. Czy przerwa w treningach i okres świąt był czasem, kiedy usiadłeś i przemyślałeś sobie, co można zmienić, aby gra GKS-u wiosną wyglądała jeszcze lepiej?
- Łatwiej znaleźć alibi, że powstał nowy zespół i doszło do wielu zmian. Ja nie chcę iść tą drogą, bo jesienią dużo czynników zawiodło. Można rzucać hasłami, że to wina gry obronnej, bo ofensywa wyglądała nieźle, ale ja sądzę, że zawiniła cała drużyna. Jesteśmy jednością i nie można mówić, że jeden grał lepiej, a drugi gorzej. Dużo działo się w naszych głowach. Przykładowo w Pruszkowie graliśmy bardzo dobry mecz, ale dostaliśmy wyrównującego gola i coś się zacięło. To jeden z wielu takich przykładów. Dużo osób nas skreśliło, ale chciałbym, żeby na początku rundy GKS grał tak, aby rywale musieli, oglądając się za plecy, myśleć o tym, że tam jest Bełchatów, który nie odpuszcza. To jest mój cel numer jeden na tę rundę. Będzie ciężko walczyć o awans do I ligi, ale nie jest to zadanie niewykonalne.

Nie od dziś wiadomo, że okres przygotowawczy u trenera Mariusza Pawlaka jest bardzo wymagającym czasem dla zawodników. Ty zarówno latem, jak i zimą przygotowywałeś się do rozgrywek pod okiem tego szkoleniowca. Dookoła można spotkać się z wieloma opiniami, że GKS-owi obóz przygotowawczy nie jest potrzebny, ponieważ tutaj warunki do trenowania się wystarczające. Podzielasz taką opinię?
- Podzielę to zdanie. Na miejscu jest odnowa biologiczna, mamy halę, mamy siłownię, mamy sztuczne boisko, które co prawda nie jest idealne, ale mimo wszystko jest, są dookoła dobre tereny do biegania, a więc patrząc pod tym kątem, wszystko jest na miejscu. Wiadomo, że chciałoby się pojechać gdzieś na obóz, bo jest to bardzo fajna odskocznia od tej codzienności. Ponadto tego typu wspólne wyjazdy wpływają pozytywnie na atmosferę w drużynie, ale szczerze w naszej szatni chyba nie jest to potrzebne. Okres przygotowawczy był bardzo ciężki i tego nie będę ukrywał. Rozegraliśmy fajne mecze towarzyskie w Łodzi, Warszawie czy Sosnowcu i pozostaje mieć nadzieję, że ciężka praca, którą wykonaliśmy zimą, przełoży się na naszą grę i wyniki w rundzie wiosennej.

Przed sezonem chyba jednak za bardzo skupiono się nad tym, co w ostatnich latach w Bełchatowie było problemem, czyli ofensywa. Nie może być jednak tak, że w drużynie walczącej o awans poważna kontuzja stopera Marcina Grolika powoduje, że od razu wszystko, co złe w obronie tłumaczy się brakiem tego gracza?
- Nie mnie oceniać ruchy transferowe w klubie, ale rzeczywiście dużo ludzi przyszło do ofensywy. Oprócz Marcina Grolika poważnej kontuzji doznał młody, fajnie wyglądający na boisku Kamil Szubertowski więc nie było takiego zaplecza w defensywie, jak w formacji ofensywnej. Myślę, że teraz kiedy z klubu odeszło trzech obrońców, a przyszło czterech, w tym bardzo doświadczony Mariusz Magiera i ograny na pierwszoligowych boiskach Marcin Sierczyński, to nasza postawa w obronie będzie wyglądać jeszcze lepiej. Statystycznie bardzo dużo okazji marnowaliśmy, a więc ta skuteczność mimo wielu bramek zdobytych też kuleje. Jjednak gołym okiem widać i nikt nie musi być wielkim ekspertem, aby to zauważyć, że nasza gra w obronie nie była idealna. Jesteśmy w stanie to poprawić i tu widzę dużą nadzieję.

A jak osobiście oceniasz swoją postawę w rundzie jesiennej?
- Do swojej osoby podchodzę bardzo krytycznie. Dużo myślę o tym, co robiłem nie tak, a potwierdzić to może drugi trener Kacper Jędrychowski, z którym często analizuje swoją grę. Mam sobie dużo do zarzucenia po jesieni, bo może liczby nie są takie tragiczne, ale zawsze mogłyby być lepsze. Może nie podchodziłbym do swojej osoby tak krytycznie, gdybym nie miał okazji, ale że je miałem, to uważam, że powinno być lepiej. Jestem pewien, że wiosna będzie dużo lepsza, jeżeli tylko każdy z nas będzie od siebie wymagał jeszcze więcej.

Wspominałeś o tym, że problem tkwi w waszych głowach. W piłce nożnej jest wiele sposobów na to, aby zmienić nastawienie psychiczne w całej drużynie. Sądzisz, że wam coś takiego również by się przydało?
- Głowa dużo robi w piłce nożnej, ale spójrzmy na początek sezonu. Graliśmy radosny futbol, na który dało się popatrzeć. Nawet w Pucharze Polski nasze apetyty rosły w miarę jedzenia. Poza wpadką z Błękitnymi w lidze również graliśmy fajnie. Potem wszystko zaczęło się nawarstwiać od wyjazdu na Znicz Pruszków. Od tamtej pory wiele razem rozmawialiśmy i chyba po prostu w pewnym momencie za bardzo chcieliśmy, a co za tym idzie każda nieudana akcja czy zagranie powodowało, że od razu zwieszaliśmy głowy w dół. Poprzeczka została postawiona wysoko i od samego początku każdy o tym wiedział. Nie po to do klubu trafiło tylu nowych zawodników, aby bić się o ósme czy dziesiąte miejsce w tabeli. Wspominałeś, że drużyna mogłaby gdzieś wspólnie wyjść czy pojechać, aby atmosfera się nieco poprawiła. Moim zdaniem nasze relacji w szatni są na tyle udane, że atmosfera jest wręcz kapitalna. Od pierwszego dnia w tej szatni czuje się, jakbym był tutaj pięć lat. Dla mnie jest to ewenement, bo w poprzednich klubach też atmosfera była dobra, ale to, co jest w Bełchatowie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Od razu drużyna złapała wspólny język i myślę, że czas działa na naszą korzyść.



Jesienią każdy widział, do ilu roszad dochodziło na boisku. Raz grałeś w środku pomocy, raz na skrzydle, a raz w defensywie. Czy takie ruchy nie były czasem frustrujące?
- Myślę, że większość zawodników woli rywalizować na swojej ulubionej pozycji, ale życie czasem weryfikuje pewne plany. Mieliśmy jesienią dużo pecha jak, chociażby wypadnięcie mocnego punktu w zespole Marcina Grolika. Potem drobne urazy mięśniowe czy kartki powodowały, że te zmiany były. Sytuacja niekiedy zmuszała trenera do takich ruchów. Często grałem na różnych pozycjach, ale taka była decyzja sztabu i nie ma się co tutaj sprzeciwiać. Umiejętności niekiedy może zabraknąć, ale nie wyobrażam sobie, aby mogło zabraknąć walki i zaangażowania na boisku.

To gdzie czujesz się najlepiej?
- Całe życie grałem w środku pomocy na pozycjach numer 6, 8 czy 10, bo tam się czuje najlepiej, ale w Elblągu przestawili mnie na skrzydło i miałem sezony, że strzelałem po 17 czy 20 bramek. Zdarzyła się też sytuacja, że trener wymyślił mi nową pozycję prawego obrońcy i mogę powiedzieć, że w Elblągu wyglądało to bardzo dobrze, bo mieliśmy zespół stworzony pod to, abym ja na tej pozycji grał. Trener Pawlak, ściągając mnie do Bełchatowa, jako zawodnika ofensywnego wiedział o tym, że również w razie potrzeby mogę grać w defensywie. Życie zweryfikowało, że na prawej stronie obrony grałem dużo, raz lepiej, a raz gorzej, ale taki jest los piłkarza. Odpowiadając jednak na twoje pytanie, najlepiej jest mi w środku pola lub na skrzydle.

Kibice zapewne chcą też wiedzieć, którą nogą wolisz grać, bo często lubisz uderzać z dystansu, co nie jednokrotnie udowodniłeś w lidze czy sparingach?
- Lewa tylko do tramwaju (śmiech) Paradoksalnie dwie najładniejsze bramki w swojej przygodzie z piłką zdobyłem lewą nogą, grając dużo w Elblągu na lewej stronie. Myślę, że jeżeli chodzi o wrzutki i strzały, to ta lewa noga nie jest najgorsza. To, po jakiej stronie boiska się gra nie zależy, od mojego widzimisię, ale od taktyki zespołu i decyzji trenera. Częściej z piłką schodzi się do środka, a nie ucieka do linii. Dobrym przykładem na to, że pomimo lepszej prawej nogi można grać po drugiej stronie boiska, jest Marcin Garuch, który na lewej stronie obrony prezentował się bardzo dobrze na początku sezonu.



W zespole jest wielu zawodników, którzy są głodni gry ze względu na swój młody wiek i prezentują wysokie umiejętności, ale są też doświadczeni i ograni na polskich boiskach piłkarze. Fakt, że w wyjściowym składzie trzeba czasem ustąpić miejsca, młodszemu zawodnikowi motywuje, czy bardziej frustruje?
- To jest nasza praca i rywalizacja w drużynie musi być. Mało jest takich przykładów, że zawodnik bez rywalizacji na danej pozycji podniesie swój poziom. To nie jest żaden slogan, abym odpowiedział ci zbytecznie, tylko tak po prostu jest. U nas w ofensywie i środku pola jest ogromna rywalizacja i nawet są sytuacje, że na ławce siadają piłkarze, którzy spokojnie graliby w innych zespołach w wyjściowym składzie. Mimo takiej rywalizacji jesienią brakowało znaczących zawodników, którzy weszliby na boisko i podkręcili jeszcze bardziej poziom i tempo gry. Silna i przede wszystkim zdrowa kadra to musi być nasz atut w tej rundzie. Nie od dziś wiadomo, że mamy mocną kadrę. Nawet ostatnio czytając gazetę, widziałem, że jeden z trenerów wypowiadał się o zawodnikach GKS-u w samych superlatywach, a więc pora, aby udowodnić to na boisku.

Przychodząc do Bełchatowa, sporą wagę przykładałeś do tego, na jakie wsparcie ze strony sympatyków GKS-u będziecie mogli liczyć jesienią. Fani nie zawiedli.
- Nie wchodząc nikomu między cztery litery, bo nie o to w tym chodzi, sądzę, że kibice się spisali. Oni na pewno nie są na 8. miejscu w tabeli tak jak my, tylko są dużo wyżej, jeżeli chodzi o tę ligę i ja jestem zbudowany tym, jak są zorganizowani, jak mają to wszystko w swoim środowisku poukładane. Mieliśmy różne przeboje z kibicami w tej rundzie jak nie podejście do trybun po meczu z Błękitnymi czy jakieś inne sprawy, które były między nami. Myślę, że wszystko zostało już wyjaśnione i naprawdę oceniam ich pozytywnie. Na wszystkich meczach domowych mamy doping z trybun, ale co najważniejsze czujemy również wsparcie na wyjazdach. Przede wszystkim na myśl przychodzi mi spotkanie w Krakowie, kiedy to data tego pojedynku zgrała się niemalże z okrągłą rocznicą urodzin klubu. Jak zobaczyłem w drugiej połowie kibiców, na tej małej trybunie na stadionie Garbarni, to tam dosłownie się paliło wszystko, począwszy od rac, skończywszy na tym, jak to wyglądało z perspektywy boiska. Kibice GKS-u to świetny przykład, który obrazuje, że ten klub zasługuje na coś więcej niż II liga. Wszędzie są kibice i kibice, ale trzeba szanować kibica swego, bo można nie mieć żadnego. Zrobimy wiosną wszystko, aby dobrą grą zyskać wśród sympatyków GKS-u jeszcze większy szacunek. Po takich wywiadach pojawia się sporo komentarzy, że na razie tylko gadamy, ale na tym właśnie polega wywiad. Mam nadzieję, że mimo wszystko więcej będziemy rozmawiać na boisku, niż mówić w wywiadach o tym, co należy poprawić.



Chciałbym jeszcze nawiązać do tych nieprzyjemnych epizodów na linii kibice-zawodnicy. Jak podchodzisz do sytuacji, kiedy pewnego rodzaju niecenzuralne treści, padały rzekomo w waszym kierunku z ust pojedynczych osób na wyjeździe do Puław czy Radomia.
- Jest to bardzo ciężki temat, ale wiem, o czym teraz mówisz. Mieliśmy spotkanie z kibicami jako rada drużyny po tych sytuacjach, które zaistniały. Nie ma co ukrywać, że były takie momenty między drużyną a kibicami. Jasne, że na trybunach zdarzają się jednostki, które zachowują się słabo. Ja nigdy nie miałbym pretensji, kiedy ktoś zarzucałby mi słabą grę czy odnosiłby się to do moich umiejętności piłkarskich. Jeżeli czasami wykracza to poza sferę czysto sportową i piłkarską to nie jest to miłe. Nie ukrywajmy, że każdy ma swój rozum, charakter i pewne odczucia. Jednego może to dotknąć, a po drugim spłynie to, jak po kaczce. Każdy w drużynie jest innym człowiekiem. Wracając do tych wyjazdów, to zazwyczaj byłem pierwszy przy płocie i wiem, jak sytuacja wygląda. Wyjaśniliśmy sobie to z kibicami, że nie mamy pretensji, jeżeli są jakieś pojedyncze jednostki, tylko wychodziliśmy z założenia, że jeżeli na mecz wyjazdowy jedzie grupa kibiców, która jest jednością i stanowi również swoją drużynę, to jeden odpowiada za drugiego. My w zespole nie wychodzimy nigdy przed szereg i mamy zazwyczaj wspólne i takie samo zdanie. Wówczas myśleliśmy, że podobnie jest z kibicami, bo jest kilka osób, które dowodzą tą grupą i mamy z nimi na co dzień styczność i to są osoby, z którymi rozmawia się na wysokim poziomie i mega szacunek dla nich za to, co robią. Nazwałbym to po prostu nieporozumieniem i mam nadzieję, że więcej takich sytuacji nie będzie, a nawet jeżeli przydarzą się pojedyncze tego typu wybryki, to będziemy na nie bardziej odporni.

Mam w zwyczaju pytać o to większość doświadczonych piłkarzy, a więc przychodząc do Bełchatowa, którego z młodych, napotkanych tutaj zawodników możesz wyróżnić?
- Kiedy słyszę to pytanie, od razu mam na myśli trzech zawodników. Oczywiście w tym klubie jest dużo fajnej młodzieży, ale jednak nie da się nie zauważyć, że ogromny potencjał drzemie w Dawidzie Flaszce. Ja mówię na niego magnes, ponieważ piłka szuka go w polu karnym. Ma on w sobie po prostu to coś, a co najważniejsze ma poukładane w głowie i liczę na to, że Dawid zrobi fajną karierę, bo ma na to papiery. Nie od dziś wiadomo, że papiery ma wielu zawodników, ale nie każdy potrafi je wykorzystać. Drugim takim zawodnikiem jest Marcin Ryszka, który szczerze mówiąc, jest moim ulubieńcem, jeśli chodzi o młodych piłkarzy. Na boisku jest to świetny chłopak i życzę mu, aby wszystko w jego przygodzie z piłką przebiegało jak najbardziej w odpowiednim kierunku. Marcin miał swoje przygody w młodym życiu, ale nie warto do tego wracać. Czy pół roku temu, czy teraz widać, że jest to świetny chłopak, któremu jeszcze raz pragnę życzyć powodzenia. Trzeci z takich młodych i obiecujących zawodników to Damian Michalski. Znam się z nim bardzo krótko, bo dopiero co powrócił do klubu z wypożyczenia, a wcześniej nigdy nie mieliśmy ze sobą styczności. Widać po tym chłopaku, że jest w nim ogromna chęć rywalizacji i być może bierze się to stąd, że chce komuś coś udowodnić, ale obserwując go z boku, naprawdę imponuje mi jego podejście do tego, co robi, bo jest zapatrzony w ciężką pracę i widzę, jak długo nad sobą pracuje. Nie ja decyduję o tym, czy będzie grał, czy nie, ale mam nadzieję, że odpali, bo widzę, że nastawienie ma on bardzo fajne i jemu również życzę jak najlepiej.



Pierwsza wiosenna kolejka II ligi została odwołana, a z kolei w 21. kolejce odwołali wasz wyjazdowy mecz z Siarką w Tarnobrzegu. Czy to twoim zdaniem pozytywna informacja, bo macie więcej czasu na przygotowanie do starcia z liderem u siebie, czy jednak męczące jest, to, kiedy nastawiacie się na start ligi, a trzeba czekać kilkanaście dni więcej?
- Przerwa zimowa jest bardzo długa i każdy kolejny tydzień bez gry na pewno wpływa na nas, bo już byśmy chcieli wyjść i walczyć, ale z drugiej strony mam nadzieję, że większy głód piłki spowodowany dłuższym czekaniem wyzwoli w nas jeszcze więcej energii i, że to nam pomoże już w pierwszym meczu z Jastrzębiem. Łatwo nie będzie, ale przecież nikt nie obiecywał, że tak miało być.

Mówiąc o lidze, myśli kibiców Górniczego Klubu Sportowego nakierowują się na czołowe miejsca w tabeli II ligi. Tam aktualnie znajduje się GKS Jastrzębie, Łódzki Klub Sportowy, Warta Poznań, Radomiak Radom, Olimpia Elbląg czy Siarka Tarnobrzeg. My zajmujemy 8. miejsce za plecami Znicza Pruszków. Spróbujesz przeanalizować, które z tych ekip mogą się wyłamać wiosną z walki o awans?
- Aby wytypować coś w II lidze, to naprawdę trzeba być ekspertem, bo przed sezonem na dziesięciu ekspertów może tylko jeden nie wymieniał nas w gronie faworytów do awansu, a jak na tę chwilę jest, to każdy wie. Mocne ruchy transferowe są w Łodzi i tam szykuje się naprawdę mocny zespół, który chce pójść za ciosem po dobrej jesieni, ale na inaugurację wiosny zremisowali u siebie bezbramkowo z walczącym o utrzymanie Gryfem. Czasami może to też zadziałać to w drugą stronę, ale zobaczymy. Nie chcę nikomu odmawiać szans, bo niektórzy powiedzą, że bardzo mocno osłabiła się Siarka Tarnobrzeg, oddając podstawowych graczy do wyższych lig, co zawsze jest mimo wszystko pewnym pozytywem, ale i tak w mojej opinii ta drużyna będzie bardzo niewygodnym i trudnym rywalem. Elbląg też się osłabił. Kiedy rozmawiałem z trenerem, dowiedziałem się, że stawiają bardzo dużo na młodzież w kontekście klasyfikacji Pro Junior System, ale mimo wszystko zapowiadają bój o awans, więc i Olimpia włączy się do tej zabawy. Warta również robi fajne postępy i to pokazuje, że nikt z rywali tej zimy nie śpi i mam nadzieję, że i my również nie zapadniemy w taki sen. Moim życzeniem na najbliższe pół roku jest to, aby rywale, oglądając się za plecy, wiedzieli, że tam jest GKS Bełchatów, który wspina się w tabeli. Chcielibyśmy wywierać presję na rywalach, bo teraz może i z mniejszą odwagą niż przed sezonem mówi się o tym awansie w Bełchatowie, ale jak powiedzieliśmy coś przed startem ligi, to musimy się tego trzymać. Rozliczymy się po sezonie, a ja przypomnę, że jest mnóstwo przykładowych sytuacji w piłce, gdzie drużyny już były przez ekspertów skreślane, a w ostatnim momencie dawały o sobie znać jak w ubiegłym sezonie Górnik Zabrze czy kilka lat temu Chojniczanka Chojnice za kadencji trenera Pawlaka. Jest o co walczyć, bo im więcej ekip będzie rywalizowało o czołowe lokaty, tym więcej zespołów będzie tracić punkty i wówczas ta zabawa będzie nabierała tempa. Terminarz jest dla nas bardzo korzystny, bo te drużyny z czołowych miejsc z wyjątkiem Siarki mamy na własnym stadionie więc nie pozostaje nam nic jak tylko przed własnymi kibicami grać takie mecze jak z Siarką na początku sezonu, odrabiać tak straty, jak z Błękitnymi, a nie grać jak z Gwardią czy Rybnikiem. Tego życzę sobie i całemu środowisku, które Górniczy Klub Sportowy ma w swoim sercu.

fot. Adrian Mielczarski / Michał Antczak / GKS Bełchatów

Artykuł dodał: Adam Kieruzel

 

<< powrót do wszystkich aktualności

social icon social icon social icon social icon
Projektowanie stron internetowych Master-NET | Polityka prywatności | 543910 odwiedzin