Ruszył sezon zimowy. Pierwsze złoto Stawowczyka w nowym roku

2018-01-16 13:34:04

Ruszył sezon zimowy. Pierwsze złoto Stawowczyka w nowym roku

W ubiegły weekend Waldemar Stawowczyk wraz ze swoimi czworonożnymi przyjaciółmi wystartował po raz pierwszy w nowym roku, w zawodach, w austriackim Werfenwengu. Tym samym bełchatowianin zainaugurował swój zimowy sezon zdobywając złoto w klasie D2. Z pewnością warunki, które panowały w Austrii, sprzyjały uczestnikom, bowiem możliwość rywalizacji w temperaturze kilkunastu stopni na minusie, to kwintesencja tego sportu.

Waldemar Stawowczyk nie ukrywał, że długo czekał na rozpoczęcie tego sezonu i w końcu nadeszła ta chwila. - Długo trenowaliśmy w jesiennych okolicznościach - na hulajnodze, wózku i quadzie - sezon drylandowy (czyli bezśnieżny - przyp. red.) w tym roku był specyficzny - z jednej strony, mocno rozciągnięty w czasie, a z drugiej bardzo intensywny i obfitujący w ważne starty - podkreśla maszer z Bełchatowa.

W ubiegłym roku Stawowczyk występował dwukrotnie na Mistrzostwach Świata, reprezentując biało-czerwone barwy. Było to we włoskiej miejscowości Falze Di Pave oraz w podpoznańskich Szamotułach. Jeszcze wcześniej maszer wziął udział w zawodach rozgrywanych w ramach Mistrzostw Polski, które były jednocześnie kwalifikacjami do kadry narodowej. - Z tyłu głowy zawsze mam to, by optymalnie trenować i siebie i psiaki. Trzeba wypracować doskonałą formę fizyczną do zimy.  Być przygotowanym na kilkukilometrowe dystanse i trudne warunki pogodowe, pamiętając przy tym, żeby nie przetrenować. My dopiero zaczynamy blisko trzymiesięczny cykl startów, tu potrzebna jest "chłodna głowa" - mówi Waldemar Stawowczyk, który z w/w imprez przywiózł cztery złote krążki.

W Werfenwengu Stawowczyk zdecydował się wystartować w dwóch klasach - swojej koronnej D2, dwa psy w zaprzęgu i D3, klasa open, w której ostatecznie nie było klasyfikacji. - Kontynuuję założenia zeszłoroczne, czyli trenuje wszystkie biegające sześć psiaków, startuje na zawodach w dwóch, czasem w trzech klasach, ale szczególnie skupiam się na jednej z nich. Nie będę ukrywał, że najważniejszy zaprzęg w tej chwili, to moje "czarne diabły" Shantu i Ulvar i kategoria D2 - zaznacza bełchatowianin.





Skąd taka strategia? Powód jest jeden - bardzo prosty. Mistrzostwa Świata w szwedzkim Sveg, które odbędą się na początku marca. Wówczas zjedzie się tam czołówka maszerów, a więc rywalizacja o najwyższe pozycje będzie stała na bardzo wysokim poziomie. - Koncentracja i konsekwencja - to dwa określenia, które towarzyszą mi od początku przygotowań tegorocznego sezonu. Nie ukrywajmy, jestem już co raz starszy, podobnie jak moi najlepsi czworonożni biegacze, nie możemy "spalać się" na każdym starcie, na każdych zawodach. Stąd decyzja by precyzyjnie dobiegać i zachować zwyżkową formę na marzec. To wyzwanie, bo zwyczajowo w połowie lutego odbywały się imprezy w randze mistrzostw świata czy Europy, w tym roku przyjdzie jeszcze czekać - podkreśla Stawowczyk.

Poprzedni weekend pokazał, że Waldemar wraz ze swoimi czworonogami jest w bardzo dobrej dyspozycji. W klasie D2 już po pierwszym etapie wyścigów wiadomym było kto jest liderem. Z racji braku zawodników w klasie D3, drugi bieg maszer potraktował czysto treningowo. - 7-kilometrowy dystans Shantu z Ulvarem przebiegły w 21 miniut i 45 sekund... Psy biegły jak w amoku "wykręcając" średnią prędkość huskich! Druga dwójka - weteran Viggo i młodziutka Dagnir niewiele gorzej się spisały, 24 minuty i 18 sekund to wyśmienity czas. Idealna szybka, twarda, ale i śliska, "techniczna" trasa sprawiły nam wiele przyjemności - było widać, że psy już mają dość biegania po błocie - ich mobilizacja jest bardzo obiecująca, ale moja głowa w tym - tak jak mówiłem wcześniej - by tego za szybko nie zaprzepaścić - tłumaczy bełchatowianin.

Drugiego dnia czasy, które wykręcał Stawowczyk były trochę słabsze, ale mimo to, przewaga, którą wypracował dzień wcześniej pozwoliła bełchatowianinowi dowieźć to zwycięstwo do końca. Teraz maszer przygotowuje się do trzydniowego biegu w austriackim Sankt Urlich, które odbędą się już w ten weekend, a następnie ma w planach między innymi niemiecki Farauenwald i Oberhof, a  po drodze zawody w Czechach lub Słowacji.

- Zwyczajowo, jeżdżę za śniegiem. Wszystko zależy od czego na co nie mamy wpływu - od pogody, wbrew pozorem nie tylko nam w Polsce brakuje śniegu. Czas pokaże gdzie nas poniesie - kończy Waldemar Stawowczyk.

fot. archiwum prywatne Waldemara Stawowczyka

Artykuł dodał: Adam Kieruzel

 

<< powrót do wszystkich aktualności

social icon social icon social icon social icon
Projektowanie stron internetowych Master-NET | Polityka prywatności | 430581 odwiedzin