Zima jest fajna bo można grać w curling

2018-01-20 12:44:12

Zima jest fajna bo można grać w curling

Bielczatki z Bełchatowa pokochały curling, do tego stopnia, że marzą o wyjeździe na igrzyska. Na swą pasję patrzą długofalowo, bo to nie tylko sport, ale też przyjaźnie.

Mówią o sobie Bielczatki, a frajdę znajdują w puszczaniu po lodzie kamieni i szorowaniu lodowiska szczotką. Choć są jeszcze nastolatkami, to robią to już od kilku lat. W curlingowych zawodach rywalizują w zasadzie tylko między sobą, bo w najmłodszych rocznikach nie mają sobie równych. I jak mówią, to wszystko ma swój sens.

 - Curling to dyscyplina olimpijska i w sferze marzeń pojawia się oczywiście udział w igrzyskach - mówi Julia Dyderska, która w curling gra już szósty sezon, od dziesiątego roku życia. Na lodowisko przyciągnął ją tato, który zaczynał razem z nią. Dziś jest trenerem Bielczatek, czyli drużyny juniorek w Bełchatowskim Klubie Curlingowym.

- O curlingu myślimy długofalowo, ponieważ jest to sport, który daje możliwość długiej kariery, zawiązywania przyjaźni i więzi międzynarodowych - podkreśla Tomasz Dyderski. - Dziewczyny już jeżdżą na obozy, gdzie spotykają się z młodymi curlerami z całej Europy. Nie mam wątpliwości, że za kilka lat, będą z nimi rywalizować na największych imprezach - dodaje.

Najlepszy lód od icemastera

Rozwój bełchatowskiego curlingu zaczął się siedem lat temu, kiedy powstało powiatowe lodowisko. Od początku pomyślane niby pod kątem łyżwiarzy i curlerów, tyle, że... tego nie da się pogodzić.

- Pierwotnie tor curlingowy wytyczony był przez środek lodowiska, więc można było albo jeździć na łyżwach, albo grać w curling, ale po tafli rozjeżdżonej przez łyżwiarzy grać się nie da, więc wydzieliliśmy z boku, niezależny tor do curlingu - mówi Mirosław Mielus, dyrektor Powiatowego Centrum Sportu w Bełchatowie.

To był strzał w dziesiątkę, bo dzięki temu lodowisko PCS stało się centrum curlingu w tej części kraju. To się może zmienić, bo w przyszłym roku nowoczesna, pierwsza profesjonalna, typowo curlingowa hala otwarta zostanie w Łodzi. Ale na razie to do Bełchatowa zjeżdża pół Polski, by grać ligę. Zarówno regionalną (drugi poziom rozgrywek), jak i Polską Ligę Curlingu, czyli powiedzmy - ekstraklasę.

- Gramy tutaj dwie ligi, przyjeżdżają do nas drużyny z Torunia, Warszawy, Łodzi, Krakowa, Górnego Śląska, do tego treningi, tor jest zajęty cały czas, często trudno wbić się, żeby zorganizować trening, czy sparing - podkreśla Aleksander Grzelka, który gra w łódzkim klubie w Bełchatowie. - Łódź i Bełchatów żyją w symbiozie, jeśli chodzi o curling - dodaje.

Bełchatów ma też największy turniej curlingowy w Polsce. Grudniowa, ósma edycja ściągnęła ponad 30 drużyn, także z Ukrainy. Przyjeżdżają, bo to tu jest najlepszy lód w kraju. Przygotowuje go Michał Zakrzewski, icemaster. - Wielu curlerów przyjeżdża do nas właśnie dla niego, bo wiedzą, że przygotowany przez naszego icemastera lód, będzie najlepszy - podkreśla Mirosław Mielus.



Sport bez granic

Lodowisko dla łyżwiarzy jest obok, za bandą. Właśnie ślizgając się na łyżwach Bielczatki spoglądały za drugą stronę bandy. I tak od zaciekawienia, przeszły do puszczania kamieni po lodzie. A łyżwy zakładają już teraz tylko okazjonalnie.

- Ale zaraz, na początku to w cale nie dotykałyśmy kamieni, tylko próbowałyśmy utrzymać równowagę na lodzie - mówi Weronika Turowska. - Przez dłuższy czas męczyłam się z sinymi kolanami, od ciągłych upadków - śmieje się Karolina Skurnica.

Bo wyjazd na tor, aby puścić kamień to nie jest taka prosta sprawa.

Dziewczyny odrzucają stereotypy o szczotkowaniu. - W domu tak chętnie podłóg nie myjemy, chociaż przyznaję, że na samym początku brałam w domu mopa i uczyłam się szczotkować - śmieje się Martyna Barton.

Dlaczego akurat curling, w mieście, które słynie z siatkówki i piłki nożnej? - Właśnie dlatego, że to coś innego, nie ma piłki, a są kamienie - mówi na poważnie Julia Dyderska.

Curling pokochały też, bo to dyscyplina zimowa, a one lubią zimę. Dlaczego? - Bo można grać w curling, oczywiście - śmieją się Bielczatki.

W Bełchatowie sezon curlingowy trwa od listopada do końca lutego. Wiosną lodowisko zamieniane jest na halę sportową. Niedługo cały rok będzie można grać w Łodzi. Teraz trzeba czekać do zimy lub jechać zagranicę.

Dziewczyny przyznają, że czasem przez curling zawalają szkołę. Zawody curlingowe trwają zwykle kilka dni, a czasem trzeba na nie dojechać. - Nauczyciele są raczej wyrozumiali, choć bywają i tacy, którzy mówią: albo sport, albo szkoła - podkreśla Julia Dyderska.

397.jpg

Dziewczyny swoją pasję traktują poważnie. Często same oglądają curling. W polskiej telewizji wielu transmisji nie ma, ale od czego jest internet. - Niedoścignionym wzorem jest chyba Niklas Edin ze Szwecji i jego drużyna, a wśród kobiet Kanadyjka Rachel Homan - podkreśla Julia Dyderska.

Jak mówią ci, którzy w curling grają, zaletą tego sportu jest egalitaryzm. Tu kobiety mogą grać z mężczyznami, nastoletnie Bielczatki z panami po sześćdziesiątce i szanse są równe.

W samym Bełchatowskim Klubie Curlingowym jest około trzydziestu osób. Na drugim biegunie od juniorek Bielczatek jest ekipa PZD, czyli właśnie panów z piątką lub szóstką jako pierwszą liczbą ich wieku. Kiedyś zrzeszyli się wokół Powiatowego Zarządu Dróg (stąd PZD), choć teraz mówią o sobie - Powszechnie Znana Drużyna. Oni też mają swoje aspiracje. W planach są zagraniczne starty w zawodach oldbojów.

  

Artykuł dodał: Maciej Wiśniewski

 

<< powrót do wszystkich aktualności

social icon social icon social icon social icon
Projektowanie stron internetowych Master-NET | Polityka prywatności | 610333 odwiedzin