40 lat GKS: Krok od mistrzostwa

2017-12-08 08:30:00

40 lat GKS: Krok od mistrzostwa

Sukcesem warto się choć przez chwilę nacieszyć, wycisnąć z niego wszystko co pozytywne, ale niech nie zasłoni nam tego, co dokonać jeszcze możemy - zapewne myślano tak zimą 2006 r. w Bełchatowie, po tym jak ówczesny BOT GKS został mistrzem jesieni piłkarskiej Ekstraklasy. Zaczęło się od uroczystego bankietu, głośnego transferu Radosława Matusiaka, a zakończyło radością przez łzy. Bo od mistrzostwa dzieliły ich cztery dni, zaledwie dwie kolejki.

wiosna 2007 r.

Na początku grudnia 2006 r. w ’Sport Hotelu’ miało miejsce uroczyste podsumowanie dokonań GKS, który to zaskoczył piłkarską społeczność Polski. Tamtego wieczoru koncertu fortepianowego utalentowanego bełchatowianina Pawła Kowalskiego wysłuchali m.in. zawodnicy z partnerkami, sztab szkoleniowy, przedstawiciele właściciela klubu oraz zaproszeni goście. Zaś Marek Zub, prawa ręka Oresta Lenczyka, przygotował dowcipną prezentację multimedialną o każdym z członków ekipy "Brunatnych". W kolejnych dniach pozytywnym akcentem zapewne był wybór na "Trenera Roku 2006" Lenczyka, zaś Radosław Matusiak został "Odkryciem Roku". Napastnik Bełchatowa został również przedstawiony na łamach hiszpańskiej gazety "Marca" jako jeden z dziewięciu największych talentów europejskiego futbolu. Jednak zdobywca dziewięciu bramek w rundzie jesiennej wiosną przy Sportowej już nie zagrał. Jako kolejny przystanek w swojej przygodzie z futbolem wybrał włoskie Palermo, z którym związał się wtedy 3,5-letnią umową. Łączna suma transferu, w skład której wchodziła kwota transferu definitywnego oraz zysk z meczu Palermo - GKS wyniosła 2 mln euro. Co ciekawe, do tego spotkania, jak również planowanego rewanżu w Bełchatowie, nigdy nie doszło.

Jego miejsce w ataku miał zająć Carlo Costly, którego włodarze górniczego klubu wypożyczali z honduraskiego CD Platense na pół roku z opcją pierwokupu. Latynos nawet przejął numer "9" po polskim napastniku, a kilka dni później zagrał już w meczu kontrolnym z Herthą Berlin. Tamtego dnia w stolicy Niemiec bramki strzelali jednak Rafał Boguski i Dawid Nowak, a rosły gracz wraz z kolegami oraz nowymi twarzami w kadrze Lenczyka (np. Bartłomiej Chwalibogowski, Paweł Magdoń, Marcin Truszkowski) zaprezentował się na efektownej prezentacji, która odbyła się po triumfie drużyny nad ŁKS Łódź 5:0 w Pucharze Ekstraklasy. Kilka dni po niej Costly zapisał na swe konto dwie pierwsze bramki w polskiej lidze, po tym jak wchodząc na boisko w drugiej połowie meczu inaugurującego wiosnę, pokonał bramkarza Górnika Łęczna w 68. i 80. minucie. Bełchatowianie wygrali 6:0 i do dzisiaj jest to najwyższe w historii zwycięstwo w Ekstraklasie.

Przed spotkaniem z Widzewem Łódź do klubu wpłynęło powołanie do szerokiej kadry na mecze el. Mistrzostw Europy 2008 dla dwóch zawodników nieustannego lidera Ekstraklasy, Łukasza Garguły i Mariusza Ujka. Tamten GKS wygrał 3:0, podobnie jak tydzień później na swoim stadionie z Legią Warszawa (3:1)! Po raz pierwszy pełny stadion dwukrotnie eksplodował radością w przeciągu zaledwie minuty. Najpierw magiczne dotknięcie piłki przez Gargułę wykorzystał Nowak, a chwilę później kapitalnego gola głową zapisał na swe konto Tomasz Jarzębowski. Aktualnego jeszcze wtedy mistrza kraju dobił Boguski. Kibice mogli dalej świętować zwłaszcza, że w trakcie meczu zaprezentowali olbrzymią oprawę "Futbolowi piraci. Przejmujemy stery Ekstraklasy". Dwa tygodnie później, po domowym zwycięstwie nad Zagłębiem Lubin GKS te stery przejął już na dobre. Przed 20. kolejką obie drużyny miały taką samą liczbę punktów, lecz tabelę otwierali "Miedziowi" dzięki zwycięstwu 2:1 w spotkaniu jesiennym. Na rewanż przy Sportowej bilety w szybkim tempie znajdowały swoich nabywców, a w dniu meczu w kasie stadionowej do nabycia pozostało jedynie sto wejściówek! Ci, którzy Wielki Czwartek spędzili na trybunach mieli powody do radości. Fenomenalnie po raz kolejny zagrał "Guła", który dwukrotnie pokonał Michala Vaclavika i miał asystę przy bramce Nowaka. Czarnym koniem meczu okazał się również Ujek, który świetnie przejmował piłki i uruchamiał kolegów z drużyny. - Pamiętam, że wtedy akredytowanych zostało ponad osiemdziesięciu dziennikarzy z 40 redakcji, w tym ośmiu stacji telewizyjnych i sześciu radiowych. Spotkanie obserwowali również wysłannicy AS Monaco, Energie Cottbus, Fulham, Saturna Moskwa i kilku zachodnich firm menadżerskich. Zapowiedzieli się także goście z kilku polskich klubów - wspomina Michał Antczak, rzecznik prasowy GKS Bełchatów.

- W takim meczu liczyło się tylko zwycięstwo, a po kraksie w Wodzisławiu zawodnicy chcieli zrobić kibicom prezent. Chcieli i musieli, dlatego walczyli przez 90 minut, bo przeciwnik był bardzo dobry. Nie uważam żeby ten mecz decydował o tytule mistrzowskim. Została jeszcze jedna trzecia rozgrywek, jest pięć drużyn, które jeszcze się liczą i będą grały do końca - mówił po tamtym meczu Orest Lenczyk, którego drużyna otwierała tabelę Ekstraklasy jeszcze przez dziewięć kolejek, do 28. serii gier, notując przez ten czas serię sześciu spotkań bez porażki. W 24. kolejce bełchatowianie udali się do Łodzi na mecz z ŁKS, który wygrali po golu Nowaka, a w sektorze gości doskonale bawiło się ponad 600 sympatyków górniczego klubu. Równie duża liczba kibiców pojechała do Kielc, gdzie na finiszu sezonu GKS starał się zachować fotel lidera. Worek z bramkami rozwiązał się w piątkowy wieczór już w 48. sekundzie, kiedy to Piotra Lecha pokonał jego kolega z zespołu, Paweł Magdoń. Górnicy przegrywali 0:1, a duża część fanów ze Sportowej przebywała wtedy jeszcze poza sektorem. Tego dnia w Świętokrzyskim było ich ponad pół tysiąca, jednak do domu wracali ze zwieszonymi głowami. Po 25. minutach gospodarze prowadzili już 2:0, lecz w 55. za sprawą Carlo Costlego goście wyrównali. Jednak dziesięć minut później żółto-czerwoni ponownie mieli dwubramkową zaliczkę. W 70. minucie bramkę kontaktową, drugą tego dnia, strzelił Mariusz Ujek. Kilkadziesiąt sekund później na 5:3 podwyższył Maciej Kowalczyk, wynik nie uległ do końca zmianie, a przewaga BOT GKS nad "Miedziowymi" stopniała do dwóch punktów. A przecież w perspektywie były już tylko dwie kolejki, w tym mecz przy Sportowej z ósmą wtedy Wisłą Kraków. Wydawało się, że mimo tej porażki mistrzostwo Polski jest na wyciągnięcie dłoni. Tym bardziej, że do tamtego momentu wybrańcy Lenczyka w domu  punktowali niesamowicie (35 ’oczek’ na 58 zdobytych).

Wisła Kraków do Bełchatowa przyjechała po bolesnym laniu 0:4 z Groclinem Grodzisk Wlkp., a w pamięci miała również porażkę jesienią, kiedy to ulegając górnikom 2:4 zakończyła swą rekordową passę domowych spotkań bez porażki. Tamtego wieczora Lenczyk zagrał ryzykownie, mocno ofensywnie, ale "Biała Gwiazda" zagrała bardzo dobrze taktycznie i zwyciężyła na przekór wspaniałej publiczności. Spotkanie już w 6. minucie otworzył Paulista, podwyższył w 71. Dariusz Dudka. Gol Pawła Strąka na pięć minut przed końcem już niczego nie zmienił. - Uważam, że oddaliliśmy mistrzostwo dla Bełchatowa - skwitował po meczu opiekun Wisły, Kazimierz Kmiecik. - O mistrzostwo Polski się nie gra, tylko walczy do końca. W tym meczu zwyciężyły umiejętności, w wielu momentach graliśmy nerwowo, a Wisła spokojnie - dodał Lenczyk. Zagłębie nie przepuściło takiej szansy, ponieważ pokonało łódzki klub i na ostatniej prostej zasiadło na fotelu lidera. Dla drużyny Czesława Michniewicza była to dopiero druga kolejka w sezonie, kiedy byli na szczycie Ekstraklasy. W Szczecinie niespodzianki nie było, "Brunatni" wygrali pewnie 2:0. Ta była blisko w stolicy, lecz przy prowadzeniu Zagłębia 1:2, w 85. minucie sędzia Hubert Siejewicz nie uznał bramki dla Legii i po jego końcowym gwizdku drużyna z Lubina mogła cieszyć się z mistrzostwa kraju. Tłumy zebrane na placu Narutowicza tamtej nocy cieszyły się jedynie, albo aż, z tytułu drugiej siły futbolowej Polski! Takiego sukcesu w Bełchatowie jeszcze nie powtórzono.

TUTAJ wspomnienie rundy jesiennej sezonu 2006/2007.

tekst ukazał się także w dwutygodniku regionalnym "Fakty"
fot tytułowe: Archiwum GKS Bełchatów

Artykuł dodał: Kamil Haładaj

 

<< powrót do wszystkich aktualności

social icon social icon social icon social icon
Projektowanie stron internetowych Master-NET | Polityka prywatności | 584879 odwiedzin