Waldemar Stawowczyk komentuje swój złoty start w Słowacji

2018-11-20 11:12:59

Waldemar Stawowczyk komentuje swój złoty start w Słowacji

Powróćmy jeszcze na chwilę do ostatniego sukcesu bełchatowskiego maszera, Waldemara Stawowczyka, o którym pisaliśmy TUTAJ. Kolejny sezon w swojej owocnej karierze rozpoczął od dwóch medali Mistrzostw Świata federacji WSA. Zawody w warunkach bezśnieżnych (dryland) rozegrano w słowackim Šamorín.

Strat u południowych sąsiadów był pierwszym w tym sezonie. Stawowczyk jechał bronić wywalczonych w ubiegłym roku mistrzowskich tytułów. - Podobnie jak w minionym roku we Włoszech i tym razem zdecydowałem się wystartować w dwóch klasach, na hulajnodze z jednym i dwoma psami północy - mówi Waldemar Stawowczyk.

Maszer postawił na doświadczenie swoich czworonożnych kompanów. Jak sam podkreśla, długo zastanawiał się które psy wystawić do startów. Trenowana jest ósemka, ale... - Zawody tej rangi to nie tylko przygotowanie sportowe, ale i strategia dla całego zespołu. Szybkość i siła to jedno, ale liczą się również wytrzymałość i dyscyplina, a także „zimna głowa”. Psy, podobnie jak ludzie mają swoje charaktery i nie zawsze jest tak, że wspaniałe treningi w spokojnych, domowych warunkach odzwierciedlają to przygotowanie w warunkach, gdzie jest dużo ludzi, innych psów, gdzie jest po prostu adrenalina - wyjaśnia zawodnik.

Ostatecznie do startów wystawiona została Saga, w klasie z jednym psem i bezbłędny na przestrzeni ostatnich lat czarny duet Shantu z Ulvarem w klasie z dwoma psami. Ten pierwszy z wymienionych to już właściwie emeryt, ma ponad 12 lat! - Zapowiadałem już po zimowych mistrzostwach, że to schyłek kariery Shantu, ale on ciągle chce startować. Widać, że nasze treningi wspaniale na niego wpływają nie było więc opcji by go eliminować - tłumaczy.

756.jpg

Postawienie - dosłownie i w przenośni - na czarne konie opłaciło się Stawowczykowi. Dwa dni biegania wypadły rewelacyjnie, równo, szybko i bezbłędnie, choć naszemu maszerowi na ogonie siedziało kilku zawodników. Pierwszym najpoważniejszym rywalem okazał się być Rosjanin Vladimir Nekrasov. - Nekrasov biega na malamutach, po pierwszym dniu wyścigu miał do mnie zaledwie 0,03 sekundy straty! To kwestia dosłownie jednego odepchnięcia się na hulajnodze. Na trzeciej lokacie uplasował się równie doskonały Austriak - Klaus Bäumel - po pierwszym dniu startów jego psy grenlandzkie miały do nas 8 sekund - wyjaśnia bełchatowski maszer.

Wyniki pierwszego dnia nie pozostawiły wątpliwości, „wojna” totalna rozegra się drugiego dnia. Jak sam sportowic dodaje, zawsze lepiej gonić niż być gonionym, ale lista startowa nie pozostawiała złudzeń - klasę otwierał on ze swoimi gronkami. Koncentracja i szybkość, szybkość i koncentracja, trudno przesądzić co zdecydowało o wyniku biegu nr 2, ale udało się! - Wpadłem na metę dokładnie z tym samym wynikiem co dnia pierwszego, ale mojemu rywalowi poszło nieco gorzej. Ostatecznie Rosjanin spadł poza podium, a szczęśliwie doskonale pobiegł nasz drugi biało - czerwony reprezentant w tej klasie - Mirek Waśkowski i to on wywalczył III miejsce, a Austriak poprawił czas o 5 sekund i wskoczył na podium ze srebrem. Finalnie między naszą pierwszą trójką rywalizacja rozegrała się w 10 sekundach! - komentuje maszer.

Stawowczyk nie kryje satysfakcji, że to doświadczenie jego psów z pewnością było tym czynnikiem, który przesądził o zwycięstwie. Zdecydowanie mniej emocjonująco było za to w drugiej klasie - hulajnoga i jeden pies. W tej klasie maszer postawił na rudą sukę rasy grenlandzkiej. - Saga jest niebywale mądrym i doświadczonym psem, ale na co dzień jest liderem „czteropsiego” zaprzęgu, dla niej trudniej było nagle biec w pojedynkę. W jej karierze zdarzyło się to pierwszy raz i choć pomagałem jej całą 5-kilometrową trasę, to musieliśmy już pierwszego dnia uznać przewagę Hiszpana Moleses’a Ruiz’a. Po pierwszym dniu traciliśmy do niego 40 sekund - relacjonuje.

757.jpg

Stawowczyk wiedział, że to czas nie do odrobienia, ale... miał też spory, dwuminutowy zapas do trzeciego zawodnika, Brytyjczyka Matt’a Hodgson’a. - Drugi dzień z Sagą trzeba było po prostu przebiec w dobrym tempie, bez błędów i wiedziałem, że ten srebrny medal uda się utrzymać - komentuje Stawowczyk. Tak też się stało. Ostatecznie z Mistrzostw Świata w drylandzie (warunki bezśnieżne) udało się wywieźć dwa medale - złoto i srebro. Ale to nie jedyny bało - czerwony multimedalista tych słowackich zawodów. Trzy srebrne krążki wywalczył ze swoimi huskymi Marek Rogalski - Janc, brąz wybiegała także juniorka Zuzanna Pająk, która wystartowała na wózku z dwoma psami grenlandzkimi.

fot. Materiały prasowe

Artykuł dodał: Informacja prasowa

 

<< powrót do wszystkich aktualności

social icon social icon social icon social icon
Projektowanie stron internetowych Master-NET | Polityka prywatności | 657714 odwiedzin