Łukasz Pietroń: O odejściu zadecydowały kwestie finansowe. Byłem gotów do kompromisu i rozmów

2018-07-06 17:40:45

Łukasz Pietroń: O odejściu zadecydowały kwestie finansowe. Byłem gotów do kompromisu i rozmów

Od odejścia Łukasza Pietronia z klubu mija już ponad miesiąc, ale zaraz po tym, jak niespełna 30-letni pomocnik wrócił z urlopu i podpisał kontrakt z drugoligowym Radomiakiem Radom, mieliśmy okazję porozmawiać z nim o kulisach jego odejścia z klubu.

Adam Kieruzel (BELsport.pl): Już od miesiąca wiadomo, że nie zagrasz w przyszłym sezonie w barwach GKS Bełchatów. Dlaczego zdecydowałeś się na taki ruch? W grę wchodziły ponoć kwestie finansowe.
Łukasz Pietroń (pomocnik Radomiaka Radom): - Odpowiem szczerze. W klubie usłyszałem, że chcą, abym pozostał w Bełchatowie. Propozycja, którą otrzymałem była nie do zaakceptowania dla mnie i dla mojej rodziny, ale wątpię, aby można było nazwać to jakimikolwiek rozmowami czy propozycjami. Nie ukrywam, że chodziło o finanse. Nie będę ukrywał, że to nasza praca, a my z tego utrzymujemy nasze rodziny, więc są to dla nas ważne kwestie.

Jak będziesz wspominał klub, kibiców oraz drużynę. Spędziłeś przy ul. Sportowej 3 pełny sezon i odniosłem wrażenie, że większość graczy chciałaby tu zostać właśnie ze względu na to, że trafiliście tu całymi rodzinami.
- Wiele osób wyraża opinię i komentarze, że piłkarze przyjadą, pograją pół roku, czy rok, zarobią kilka złotych i uciekną do innego miejsca. Myślę, że wrzucanie wszystkich do jednego worka jest niesprawiedliwe. Ja zrobiłbym dużo, żeby zostać w tym klubie przede wszystkim dla rodziny, która czuła się tu fantastycznie, dla tej szatni oraz dla ludzi tu poznanych. Czasami to są ważniejsze sprawy niż pieniądze. Ja byłem gotów do kompromisu i rozmów, ale niestety do tego trzeba dwóch stron. Absolutnie nie mam żalu. Takie jest życie i sport. Mimo iż nie zrealizowaliśmy swojego celu i marzeń z tym klubem ja będę dumny, że nosiłem tę koszulkę i grałem w tym klubie.



Czy klub wobec ciebie ma jeszcze jakieś zobowiązania finansowe?

- Są normalne zobowiązania kontraktowe. Jesteśmy ze sobą w kontakcie, a z dyrektorem Węglewskim również rozstaliśmy się w normalnych relacjach. Mimo iż wiemy wszyscy, że są w tym klubie pewne problemy, to nie dopuszczam myśli, byśmy mieli jakieś niepotrzebne nieporozumienia z tym związane. Rozumiem sytuację i czekam.

"Duży wpływ na to, że tutaj jestem, miała również osoba trenera Pawlaka. Teraz zdołał mnie szybko przekonać, mimo propozycji z innych klubów. Mam nadzieję, że nie będę żałował" - mówiłeś zaraz po przyjściu do GKS. Nie żałujesz tego ruchu? Chyba nie było różnicy w kontaktach z trenerem Pawlakiem i Derbinem?
- Absolutnie nie żałuję i zrobiłbym to jeszcze raz w ciemno. Trenerowi Pawlakowi mogę jedynie powiedzieć "dziękuję" za to, że mnie tutaj ściągnął. Myślę, że moje relacje z trenerem Pawlakiem były normalne. Mimo że w drugiej rundzie nie dawał mi wielu szans, nie mam absolutnie pretensji. To jest sport i życzę trenerowi Pawlakowi sukcesów w nowej drużynie. Trener Derbin to z kolei fajny człowiek i fachowiec. Gdy przyszedł do nas, ja akurat nie grałem, ale mówił mi, że dostanę szansę i słowa dotrzymał. Myślę, że spłaciłem zaufanie i gdyby nie uraz w końcówce sezonu grałbym u trenera Derbina do końca, bo był ze mnie zadowolony. Jest to trener, który daje szansę wszystkim, a wszyscy tego z pewnością dostrzegają.

Ciężko się rozstać z takim miejscem, do którego już po roku masz taki sentyment?
- Żona była bardzo smutna, jak wyjeżdżaliśmy, a synek nie chciał opuszczać przedszkola. To są ciężkie momenty i trudne decyzje. Czuliśmy się tutaj jak w domu, mimo że do swojego rodzinnego miasta mieliśmy ponad 400 kilometrów. Nie daliśmy niestety kibicom szczęścia w postaci sukcesu, czego naprawdę żałuję, ale stworzyliśmy w szatni coś więcej. To samo mówią chłopcy, którzy są tutaj kilka lat. Nie wygrałem sportowo, ale poznałem fantastycznych ludzi i to mój bagaż doświadczeń na przyszłość. Zaczynając od pani Basi, pani Romualdy i słynnych obiadów, przez naszego kierownika Radka, aż po prezesa Rydza, który mi pomógł w wielu sprawach, a dla klubu jest on dobrym i zaangażowanym w to, co robi człowiekiem. W szatni "Rambo" pomagał mi w każdej sytuacji, "Bartas" to chłopak z klasą, a "Lenti", "Gielik", czy "Chwasti"to najlepsi organizatorzy, jakich znam. Mógłbym wymienić tutaj wszystkich. Nie boję się także powiedzieć, że poznałem tu przyjaciół: mały brat "Gary", czy szwagier "Grolo". Wszyscy się teraz boją o GKS, ale ja nie byłbym takim pesymistą. Jest tutaj dobry trener, który to poukłada, jest też trzon zespołu, jest atmosfera. Uważam, że GKS będzie się liczył, czego temu klubowi życzę.

Czego życzyć Łukaszowi Pietroniowi na nowy sezon?
- Wszystko pokaże życie, ale nie będę oryginalny, mówiąc, że najbardziej przyda się zdrowie. O resztę postaram się zadbać sam. Wrócę jeszcze do tematu mojego pobytu w Bełchatowie. Nadzieje i oczekiwania związane z tym zespołem były ogromne i w pełni uzasadnione, bo potencjał sportowy i ludzki był ogromny. Trzeba wziąć to na klatę, że nie daliśmy rady sportowo. Na pewno, jeśli teraz zadaję sobie pytanie, czy dawałem z siebie maksimum możliwości, czy poświęcałem swoje zdrowie dla tego klubu? Odpowiem, że tak. Niestety to nie starczyło na awans, ale życzę klubowi i kibicom sukcesów w najbliższych latach. Jestem pewny, że te przyjdą. Ze sportowym pozdrowieniem i do zobaczenia na ligowym szlaku!

fot. amielczarski.com / Adrian Mielczarski

Artykuł dodał: Adam Kieruzel

 

<< powrót do wszystkich aktualności

social icon social icon social icon social icon
Projektowanie stron internetowych Master-NET | Polityka prywatności | 640845 odwiedzin